Niezależnie od opcji politycznych, ponad podziałami największą, nieformalną formacją w Kaliszu była grupa, którą można nazwać „żeby było tak jak było”. Większość znanych, wieloletnich posłów przypadał mandat poselski za sam fakt otrzymania wysokiej pozycji na listach. I większość z tych posłów, niskim kosztem, chciałoby taki stan rzeczy utrzymać. Wysoka pozycja na liście wyborczej jest dla nich ważniejsza nawet od tego czy ich formacja współtworzy rząd czy zasiada w opozycji. Bo i tak oni sami nie mogli liczyć na stanowisko rządowe, a poseł pobiera dietę taką samą, niezależnie czy jest w koalicji rządzącej czy opozycyjnej. Ważne, by trwać na stanowisku. Być może nawet przyjemniej jest być posłem opozycji, bo wtedy wystarczy tylko krytykować rząd, nie trzeba się za nic tłumaczyć, a przelewy na konto przychodzą wciąż takie same.
Liczba miejsc ograniczonaW okręgu kalisko – leszczyńskim jest 12 mandatów poselskich. Przez lata podział był dość równy między politykami PO a PiS. 2- 3 mandaty przypadały jeszcze dla PSL czy Lewicy, ale „jedynkowi” posłowie tych dwóch największych ugrupowań byli niezagrożeni, nawet jeśli ich aktywność wyborcza czy zasługi dla regionu były żadne. To może się zmienić w 2027 roku.
W wyborach parlamentarnych w 2023 roku Konfederacja w skali kraju zrobiła dobry wynik, ale w Kaliszu i okręgu nr 36 to nowe ugrupowanie dopiero raczkowało, a ich kandydaci prowadzili „kampanię partyzancką”, która nie była w stanie zagrozić tym najważniejszym kandydatom z PiS i PO. W przyszłym roku będzie już inaczej. Już dzisiaj Konfederacja Mentzena i Bosaka w Kaliszu wyrosła na równoprawną siłę polityczną i może zawalczyć o mandat poselski. Nie dość, że Konfederacja urosła w siłę, to jeszcze tuż za nią kroczy druga Konfederacja Grzegorza Brauna. Ona również ma w Kaliszu aktywnych działaczy, którzy na serio przygotowują się do walki wyborczej. Skutki tej walki mogą być nieobliczalne, ale będą odbierać głosy i z PO i z PiS.
Kinastowski się rozpycha?Dla Prawa i Sprawiedliwości kolejnym zagrożeniem jest wewnętrzny rozłam partii. Na „starym partyjnym statku” została czołówka posłów wiernych prezesowi Kaczyńskiemu. Ale przed szereg na nowym szyldzie wypływa… Krystian Kinastowski. Prezydent Kalisza ostatnio jest bardzo aktywny w szerszej niż miejskiej skali. Kinastowski na grillu u Morawieckiego, Kinastowski w pałacu prezydenckich u Karola Nawrockiego, do tego duża popularność w socialmediach, dwa duże sukcesy wyborcze, samorządowe. Jego potencjał kłuje w oczy niejednego polityka, któremu obecny prezydent Kalisza mógłby odebrać wyborców. Szczególnie, że Kinastowski wypracował sobie bezpośrednie kontakty ze środowiskiem związanym z prezydentem Nawrockim czy byłym premierem Morawieckim, nie musi prosić lokalnych posłów o pośredniczenie w takich relacjach.

Kinastowski ma dobre kontakty z pałacem prezydenckim
Jak wiemy nieoficjalnie Kinastowski swój ewentualny udział w wyborach parlamentarnych i start do Sejmu czy do Senatu uzależnia od gwaracji własnych postulatów, istotnych dla mieszkańców Kalisza i regionu. A z kim może wystartować? Tutaj ma „klęskę urodzaju”, bo blisko współpracuje z Mateuszem Morawieckim, tworzącym nowy byt polityczny, należy też do społecznej Rady Samorządu Terytorialnego prezydenta Nawrockiego. Nazwiskiem Kinastowski i jego popularnością nie pogardziłaby też Konfederacja, która na pewno będzie szukać mocnych kandydatów z regionu.
Niezależnie od tego potencjalny jeden mandat dla Kinastowskiego to o jeden mandat mniej dla obecnych posłów. A ciężko jest się rozstać z wieloletnią posadą. Kinastowski, podobnie jak i ewentualny kandydat Konfederacji, mógłby odbierać głosy i z PiS i z PO, bo przecież w ostatnich wyborach samorządowych swój duży sukces zawdzięcza nie tylko prawicowym wyborcom.
W obronie mandatówPrawo i Sprawiedliwość ma w tej chwili pięć mandatów w okręgu kalisko – leszczyńskim. Jest niemal pewne, że biorąc pod uwagę spadek ich popularności, tworzenie się nowej struktury Mateusza Morawieckiego i zagrożenie ze strony dwóch Konfederacji nie utrzymają takiego stanu posiadania. To tym bardziej sprawi, że ich wewnętrzna walka o dobrą pozycję na liście będzie jeszcze bardziej zażarta.
Walka o polityczną śmierć i polityczne życie przetoczy się również wśród posłów koalicji rządzącej. Tylko posłowie KO mają tutaj cztery mandaty. Do tego jest jeszcze poseł Grzyb z PSL, poseł Szczepański z Lewicy i debiutująca w tej kadencji posłanka Barbara Oliwiecka. Grzyb czy Szczepański to wieloletni parlamentarzyści i mogą się oni pogodzić z wizją politycznej emerytury, ale Oliwiecka, która dopiero zasmakowała warszawskich salonów nie pogodzi się tak łatwo z utratą mandatu. W pojedynkę jednak stanowiska nie wybroni, a jej nowe ugrupowanie Centrum na razie jest zbyt słabe na samodzielny start. Centrum być może połączy się ponownie z PSL i utworzy drugą „trzecią drogę”, albo poczeka na ratunek ze strony nowego ugrupowania np. Ryszarda Petru. Oliwiecka być może chciałaby wrócić do Koalicji Obywatelskiej, której była radną miejską, ale tam swoich pozycji na listach jak niepodległości broni każdy poseł. Ci działacze w poprzednich wyborach musieli przeboleć transfer Karoliny Pawliczak z Lewicy, kolejnej uciekinierski z podupadłej partii już nie przyjmą.

"Nowa prawica" w Kaliszu

"Nowa lewica" w Kaliszu
Atak z lewej stronyDziałacze KO w Kaliszu i regionie mają dodatkowy problem z dawnymi sprzymierzeńcami. Kiedyś ich głównym przeciwnikiem było Prawo i Sprawiedliwość. Ataki PiS na rząd Tuska czy lokalnych polityków KO można było wtedy tłumaczyć wrodzoną wrogością „pisowców” wobec „demokratycznych” polityków KO. Teraz, m.in. za sposób zarządzania kaliskim szpitalem Koalicję Obywatelską atakuje lewicowa partia Razem, robi to nawet mocniej niż prawicowy PiS.
Razem prawdopodobnie też szykuje się do wyborów. Ma nowych działaczy i nową energię, również tę medialną.
Setki „podwieszonych działaczy”Wizja przyszłorocznych wyborów spędza sen z powiek wielu polityków, szczególnie tych z dużą dziś pozycją, którą będą musieli bronić. Wyborcy muszą się przygotować na ostrą walkę wyborczą i dużą aktywność polityków na długo jeszcze przed wyborami, ale paradoksalnie to dobra wiadomość, bo będzie w czym wybierać, a politycy będą musieli mocniej się postarać o głos, wiedząc, że nic nie jest dane im raz na zawsze.
Skutki wyborów parlamentarnych 2026 mogą być bolesne, ale poniesione straty w tych wyborach będą liczone w pojedynczych mandatach. Największe straty mogą przynieść wybory samorządowe 2029. Jeśli przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi wzmocni się prawicowa scena polityczna, to w wyborach samorządowych obecna koalicja rządząca może stracić władzę w sejmikach wojewódzkich. A to będą dużo większe straty. Bo władza w sejmikach, w tym w Wielkopolskim oznacza dziesiątki posad dyrektorskich w instytucjach marszałkowskich i w efekcie setki stanowisk dla działaczy politycznych podwieszonych pod zwycięskim nominatów.
PRZECZYTAJ TAKŻE:

Napisz komentarz
Komentarze