Reklama
poniedziałek, 16 marca 2026 20:21
Reklama
Reklama
Reklama

„Zniszczyli życie mojego dziecka”. Rodzice od 12 lat walczą o sprawiedliwość

Nadia od urodzenia wymaga całodobowej opieki i oddycha przy pomocy respiratora. Jej rodzice od ponad 12 lat walczą w sądzie o wyjaśnienie okoliczności porodu, podczas którego – według opinii biegłych – doszło do zaniedbań.
„Zniszczyli życie mojego dziecka”. Rodzice od 12 lat walczą o sprawiedliwość

Od ponad 12 lat Karolina i Michał Pietura żyją z konsekwencjami wydarzeń, które rozegrały się podczas porodu ich córki. Zamiast radości z narodzin przyszła walka o życie dziecka, a później długie i wciąż niezakończone postępowanie sądowe.

Był styczeń 2014 roku. Pani Karolina trafiła do pleszewskiego szpitala w 40. tygodniu ciąży. Termin porodu już minął, a przez kolejne dni akcja porodowa nie postępowała. Jak ustalili później biegli, zapisy KTG wskazujące na stan dziecka były niepokojące i wymagały stałej obserwacji. Decyzja o cesarskim cięciu zapadła jednak dopiero wtedy, gdy tętno płodu gwałtownie spadło.

Po operacji matka zapytała personel, czy wszystko jest w porządku. Usłyszała uspokajającą odpowiedź, choć sama od razu czuła, że sytuacja jest poważna. Nie usłyszała płaczu córki. W tym samym czasie w innym pomieszczeniu trwała intensywna reanimacja noworodka. Ojciec dziewczynki wspomina, że stał niedaleko i słyszał wszystko, co działo się za ścianą. Personel próbował przywrócić dziecku funkcje życiowe. Jak później relacjonowała matce anestezjolog, dziewczynce podano siedem dawek adrenaliny. Dopiero ostatnia przyniosła reakcję organizmu.

Nadia przeżyła, jednak niedotlenienie doprowadziło do poważnych i nieodwracalnych zmian w mózgu. Dziś dziewczynka nie chodzi, nie mówi i wymaga całodobowej opieki. Oddycha przy pomocy respiratora, zmaga się z padaczką i poważnymi zaburzeniami neurologicznymi. Rodzina przyznaje, że ich dom funkcjonuje jak małe hospicjum.

Krótko po porodzie rodzice zgłosili sprawę do prokuratury. Powołani biegli wskazali, że doszło do błędu polegającego na braku odpowiedniego nadzoru nad rodzącą kobietą, mimo sygnałów wskazujących na zagrożenie dla dziecka. Specjaliści podkreślali, że monitoring KTG powinien być prowadzony w sposób ciągły.

Postępowanie okazało się jednak bardzo długie. Śledztwo trwało cztery lata, z czego znaczną część czasu zajęło sporządzanie opinii biegłych. Do dziś proces nie zakończył się prawomocnym wyrokiem i wciąż toczy się w pierwszej instancji. Kolejne opinie specjalistów bywają sprzeczne – jedna wskazuje na błąd lekarza, inna go z odpowiedzialności oczyszcza.

Zarzuty w sprawie postawiono lekarzowi oraz dwóm położnym. Lekarz nie pracuje już w placówce, w której doszło do tragedii, natomiast położne nadal są tam zatrudnione. Dyrekcja szpitala wyraziła ubolewanie z powodu zdarzenia, podkreślając jednocześnie, że ostateczne rozstrzygnięcie należy do sądu.

W trakcie postępowania pojawiła się również hipoteza o możliwej wadzie genetycznej mózgu dziecka. Biegła sądowa wykluczyła jednak takie podłoże, wskazując na niedotlenienie okołoporodowe jako przyczynę obecnego stanu dziewczynki.

Dla rodziców najtrudniejsza jest niepewność i przeciągające się procedury. Obawiają się, że ich córka może nie doczekać zakończenia procesu. Mimo trudnej codzienności starają się prowadzić normalne życie. Po narodzinach Nadii przyszło na świat jeszcze troje ich zdrowych dzieci. Jak mówią rodzice, to właśnie one pomagają im zachować siłę i nadzieję.

 

KLIKNIJ I PRZECZYTAJ TAKŻE:


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
zachmurzenie umiarkowane

Temperatura: 6°C Miasto: Kalisz

Ciśnienie: 1015 hPa
Wiatr: 11 km/h

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama