30 listopada KKS Kalisz grał mecz wyjazdowy z drużyną Sokoła w Kleczewie. Nie był to mecz najwyższej rangi, ale wierni kibice „kakaesiaków” pojechali za swoją drużyną w zimną listopadową niedzielę do Kleczewa. Zasiedli na trybunach gości i po chwili cała trybuna… zniknęła.
Kibiców nie widać, bo w sekundę robi się tu kłębowisko gęstego, czarnego dymu. I pojawia się pytanie, jak to w ogóle jest możliwe? - relacjonuje okoliczności meczu Mariusz Musiałowski, burmistrz Kleczewa.
Wnoszenie i używanie materiałów pirotechnicznych jest zabronione, ale i tak powszechnie stosowane, dlatego organizatorzy meczu zawsze dokładnie sprawdzają wchodzących na trybuny kibiców. Tak było i tym razem. Ochrona nie znalazła przy kibicach z Kalisza niczego podejrzanego. Skąd zatem ten dym? Odpowiedź na to pytanie przyniosła analiza nagrań monitoringu. Okazało się, że „kakaesiacy” byli skłonni do większego poświęcenia niż tylko niedzielny przyjazd na mecz. Byli tu już dzień wcześniej i się odpowiednio przygotowali.
Godzina 22:30. Dzień przed meczem. Ciemno, pusto i nagle na nagraniu widać trzy postacie, pod osłoną nocy przeskakują przez płot i kombinują. Najpierw próbują ukryć race w toi toiu, ale uznali, że to zbyt ryzykowne. Po chwili wpadają na genialny plan, od razu widać, że to profesjonaliści. Wyciągają łopaty i zaczynają kopać. Biorą race i chowają je w wykopanym dole, następnie gołymi rękami i bardzo dokładnie maskują kryjówkę śniegiem – relacjonuje na FB burmistrz Musiałowski.
Mecz zakończył się remisem. Rywalizację na kibicowską rywalizację wygrał Kalisz. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Gęsty dym nie przerwał meczu. Zaszkodził głównie kibicom, bo to oni musieli siedzieć w jego oparach. Takie zachowanie grozi karą grzywny dla organizatora meczu za to, że dopuścił do takiej sytuacji.
PRZECZYTAJ TAKŻE:































Napisz komentarz
Komentarze