Jeszcze kilka miesięcy temu Paweł Minicki z Kalisza prowadził zwyczajne życie – pracował, planował przyszłość, nie spodziewał się, że codzienność może zmienić się w dramatyczną walkę o zdrowie i życie. Wszystko zaczęło się w listopadzie, kiedy u mężczyzny wykryto guza jądra. Szybka reakcja lekarza rodzinnego i pilne skierowanie do specjalisty potwierdziły najgorsze obawy – diagnoza brzmiała: nowotwór jądra.
Już w grudniu przeszedł operację. Niestety, to był dopiero początek trudnej drogi. Dalsza diagnostyka, w tym rezonans magnetyczny, wykazała przerzuty do węzłów chłonnych oraz obecność guzów na płucach. Oznacza to zaawansowane stadium choroby i konieczność intensywnego, specjalistycznego leczenia onkologicznego.
Choroba w jednej chwili odebrała mu dotychczasowe życie. Z powodu stanu zdrowia i braku możliwości dojazdów musiał zrezygnować z pracy. Na co dzień zmaga się z bólem, który łagodzą jedynie silne leki przeciwbólowe. Nie może dźwigać, ma ograniczoną sprawność, a każdy dzień to walka o zachowanie choćby namiastki normalności.
Najtrudniejsze są jednak obawy o przyszłość.
– Boję się, że któregoś dnia położę się do łóżka i już z niego nie wstanę. Że resztę czasu spędzę, patrząc w sufit, bez sił, bez możliwości walki – przyznaje.
Przed nim długie i wyczerpujące leczenie: kolejne badania, chemioterapia, terapia wspomagająca oraz częste dojazdy do ośrodków specjalistycznych. To wszystko generuje ogromne koszty, z których nie wszystkie są refundowane. Choć na co dzień wspiera go rodzina, mężczyzna nie chce bez końca obciążać najbliższych.
Dlatego zdecydował się poprosić o pomoc. Choroba odebrała mu możliwość pracy i samodzielnego utrzymania, a wsparcie finansowe daje realną szansę na kontynuację leczenia i walkę o zdrowie.
– Każda wpłata i każde udostępnienie to dla mnie nie tylko pomoc materialna, ale też ogromna siła psychiczna. To sygnał, że nie jestem w tej walce sam – podkreśla.
LINK DO ZBIÓRKI -> https://www.siepomaga.pl/pawel-minicki <- KLIKNIJ TUTAJ































Napisz komentarz
Komentarze