Jednym z nich jest myśl, że nie wszystko zawsze przebiega zgodnie z planem. Nie dlatego, że spodziewamy się złych wydarzeń, ale dlatego, że życie bywa nieprzewidywalne — także poza granicami kraju.
Dlaczego o tym nie rozmawiamy
O śmierci nie rozmawia się chętnie w żadnym kontekście. Gdy dotyczy ona obcego kraju, temat staje się jeszcze bardziej odległy i niewygodny. W codziennych rozmowach łatwiej mówi się o sukcesach za granicą, o zarobkach, o powrotach i planach. Trudniejsze sprawy zostają na marginesie.
To milczenie nie wynika z braku empatii ani z obojętności. Jest raczej naturalnym mechanizmem obronnym. Rozmowa o takich sytuacjach wymaga dopuszczenia myśli, że coś może pójść nie tak, a tego wolelibyśmy unikać.
Media i złudzenie wyjątkowości
Co ciekawe, chętnie śledzimy informacje o zdarzeniach, które dzieją się za granicą, zwłaszcza gdy trafiają do mediów. Tragiczne wypadki, nagłe zgony czy dramatyczne historie przyciągają uwagę, są komentowane i szybko znikają z pola widzenia.
Problem pojawia się wtedy, gdy traktujemy je wyłącznie jako pojedyncze przypadki. Jako coś rzadkiego, wyjątkowego, niezwiązanego z codziennym życiem. Taka interpretacja pozwala zachować bezpieczny dystans ale jednocześnie sprawia, że nie dostrzegamy, iż podobne sytuacje zdarzają się regularnie i dotyczą zwykłych ludzi.
Nie chodzi o życie w napięciu
Warto jasno powiedzieć: nie ma potrzeby, by na co dzień myśleć o najgorszych scenariuszach. Nikt nie funkcjonuje dobrze, mając w głowie ciągłą możliwość tragedii. Unikanie takich myśli na co dzień jest naturalne i zdrowe.
Różnica polega jednak na tym, że brak codziennego myślenia mylimy z przekonaniem, że „to nas w ogóle nie dotyczy”. Świadomość nie oznacza lęku. Oznacza raczej akceptację faktu, że pewne sytuacje się zdarzają, niezależnie od naszych planów.
Po co pomyśleć o tym choć raz
Jednorazowa refleksja nie zmienia codziennego życia. Nie sprawia, że zaczynamy się martwić albo przewidywać złe wydarzenia. Może natomiast uporządkować sposób myślenia o sprawach, które w razie potrzeby stają się konieczne do załatwienia.
Gdy śmierć bliskiej nam osoby następuje nagle, zaskoczenie dotyczy nie tylko samego faktu, ale również formalnej strony sytuacji. Brak jakiegokolwiek punktu odniesienia, wiedzy i informacji potęguje chaos i poczucie bezradności. Nawet ogólna wiedza o tym, że istnieją procedury i ramy działania, potrafi zmniejszyć skalę tego chaosu.
Uporządkowane sprawy to realna pomoc dla bliskich
Wyjazd za granicę to dobry moment, by uporządkować podstawowe kwestie — nie z myślą o sobie, ale o tych, którzy w razie potrzeby musieliby się nimi zająć. Chodzi o rzeczy proste: dostęp do dokumentów, informacje o miejscu pracy czy zamieszkania, kontakty, konkretne informacje co do podstawowych ustaleń.
Takie podejście nie zapobiega zdarzeniom losowym. Zapobiega natomiast dodatkowym trudnościom, które mogłyby pojawić się w najgorszym możliwym momencie. Każda rzecz wyjaśniona i uporządkowana wcześniej to jedna sprawa mniej, dla członków rodziny obarczonych i tak już wielkim stresem.
Myślenie „na wszelki wypadek”
Warto odróżnić myślenie „na czarną godzinę” od myślenia „na wszelki wypadek”. To drugie jest elementem odpowiedzialności, a nie pesymizmu. Podobnie jak zapisanie numeru ICE w telefonie czy poinformowanie bliskich, dokąd się jedzie.
Nikt nie robi tego dlatego, że spodziewa się wypadku. Robi się to dlatego, że w razie potrzeby porządek ułatwia działanie.
Spokojna konkluzja
Nie chodzi o to, by oswajać się ze śmiercią ani by nadawać jej szczególne miejsce w codziennym życiu. Chodzi raczej o zgodę na fakt, że pewne sytuacje się zdarzają, czy tego chcemy czy nie.
Jedna chwila refleksji przed wyjazdem może sprawić, że — jeśli wydarzy się coś nieprzewidzianego — sytuacja będzie trudna, ale nie dodatkowo chaotyczna. I to jest najbardziej praktyczny powód, dla którego czasem warto dopuścić myśl, którą zwykle odsuwamy na bok.
Autor:
Mirosław Błażejewski
EFEZ – Międzynarodowy transport zmarłych































