Zgłoszenie o pożarze służby otrzymały w piątek o 14:38. Kłęby gęstego dymu wydobywały się z poddasza jednorodzinnego domu.
Jeszcze przed przybyciem strażaków rodzice: mężczyzna w wieku 46 lat i kobieta w wieku 38 lat ewakuowali z budynku dwoje dzieci: roczne i 4-letnie.
38-letnia kobieta podjęła próbę uratowania kolejnego dziecka, znajdującego się na poddaszu.
W tym czasie pożar gwałtownie się rozwinął - informuje KW PSP w Poznaniu.

Po dotarciu pierwszych zastępów straży pożarnej ratownicy natychmiast ewakuowali z wnętrza budynku matkę i 11-letniego chłopca.
Natychmiast rozpoczęto resuscytację krążeniowo-oddechową. Kobieta została przetransportowana do szpitala. Pomimo podjętych działań ratunkowych życia dziecka nie udało się uratować - informuje straż.
W przypadku kobiety -walka o jej życie była niezwykle dramatyczna. Funkcje życiowe powracały na moment, po czym zanikały. Niestety tragiczny bilans wzrósł w nocy - w szpitalu zmarła matka chłopca.

11-letni chłopiec był osobą z niepełnosprawnością, poruszał się na wózku inwalidzkim.
Jak podaje portal fakt.pl - początkowo wskazywano, że przyczyną pożaru mogła być awaria instalacji fotowoltaicznej. Ale instalacja znajdowała się około 50 m od domu.
Wiadomo, że w pomieszczeniu objętym zadymieniem doszło do tlenia się wyposażenia bez pojawienia się otwartego ognia.
Wszystkie znajdujące się tam rzeczy użytkowe zaczęły żarzyć się bez płomienia, wydzielając trujące gazy - powiedział Radiu SUD oficer prasowy kępińskiej straży pożarnej st. kpt. Paweł Michalski.

Rzecznik straży powiedział, że w domu prawdopodobnie nie było zamontowanych czujek dymu.
- Pożar rozwijał się niezauważony. Wystarczy parę wdechów gazów pożarowych, które mają silne działanie trujące, żeby stracić przytomność - powiedział strażak.
Śledztwo w sprawie tej tragedii prowadzi Prokuratura Rejonowa w Kępnie.

fot. KP PSP w Kępnie































Napisz komentarz
Komentarze