Wczoraj widzowie programu The Voice Senior mogli zobaczyć i posłuchać, jak Małgorzata radzi sobie na scenie z kultową piosenką Urszuli.
„Anioł wie”? My też już wiemy. Małgorzata to prawdziwy diament. Co za głos, co za pewność siebie! To było wykonanie na światowym poziomie, które zapiera dech w piersiach. Wow! - podsumowano występ Małgorzaty na profilu The Voice Senior.
Mieszkanka Kościelnej Wsi zdobyła uznanie wszystkich trenerów i będzie rozwijać dalej swoje muzyczne umiejętności pod okiem Roberta Janowskiego.
Kochani
Media oszalały (pozytywnie)a Wasze reakcje przerosły moje wyobrażenie
Coś niesamowitego
Staram się odpowiedzieć na wszystkie choćby serduszkiem ale pomału przestaję ogarniać więc wybaczcie jeśli kogoś pominę
Jestem szczęściarą, że stoi za mną tyle osób i każdy z Was ma wyjątkowe miejsce w moim
Dziekuję Wam za WSZYSTKO
To dopiero początek mojej przygody z Voice
a już wyzwala takie emocje. Oby jak najdłużej. Wszystkim Wam dedykuję mój udział z wdzięcznością, że zawsze przy mnie jesteście
- napisała Małgorzata na swoim profilu na fb.
Bieganie, pływanie, triathlon, gra na saksofonie, motocykle, morsowanie, fotografia... To niektóre z pasji Małgorzaty. Jej pozytywnego podejścia do życia nie złamała choroba nowotworowa - rak piersi, z którym zmierzyła się 7 lat temu...
Przy tej okazji przypominamy nasz wywiad sprzed trzech lat z tą inspirującą, zarażającą cudowną energią kobietą.
***
Kościelna Wieś, środowe wczesne popołudnie. Przy jednej z ulic obok pól i lasów biegnie Małgorzata. Sportowy strój, żwawy krok, subtelne tatuaże i uśmiech, który bije z całego jej wnętrza. Jak mówi – bieganie po prostu pomaga jej żyć. Zaczęła od marszobiegów po 2 km, 4 km, Stopniowo, krok po kroku kondycja rosła i rósł apetyt Gosi na więcej. Z czasem bieganie stało się jej wielką pasją, wręcz się w nim zatracała. Na swoim koncie ma m.in. Koronę Maratonów.
Małgorzata regularnie się badała. Choć usg i mammografia w 2018 roku nic nie wykazały, ona czuła, że coś jest nie tak.
Jak leżałam na lewym boku to pierś mi pulsowała, pobolewała mnie czasami. Po mammografii w ogóle mnie bardzo bolała, to było strasznie bolesne dla mnie badanie. Postanowiłam kierować się intuicją. Udałam się prywatnie do lekarza, który skierował mnie na biopsję gruboigłową i biopsja zdiagnozowała u mnie złośliwego raka piersi.
To był szok. Małgorzata czuła jakby dostała obuchem w głowę.
Dwa tygodnie „chodziłam do tyłu”. Na szczęście mój mąż, człowiek konkretny, poukładany, logiczny zaczął działać. To dzięki niemu dostałam się do najlepszych lekarzy w Łodzi, pod opiekę wspaniałej pani doktor.
Konieczna była mastektomia, chemia i radioterapia. Cały 2019 rok to dla Małgorzaty trudny proces leczenia. Ale nie zamierzała żyć tylko chorobą.
Minął miesiąc, dwa od operacji, postanowiłam wyjść z domu. Najpierw spacerowałam, potem maszerowałam, potem truchtałam. Kiedy widziałam, że to truchtanie już jest ok, to postanowiłam przebiec chociaż kawałek. Przyznam szczerze, że jestem dumna z tego, że ja już na chemii zaczęłam biegać.

Lekarze ogólnikowo mówili, że warto być aktywnym ruchowo podczas leczenia, ale nikt Małgorzacie nie był w stanie określić, jak może połączyć bieganie z walką z rakiem. Dlatego nasza bohaterka wzięła sprawy w swoje ręce, przewertowała mnóstwo fachowej literatury i wydała e-booka pod tytułem „Teraz już wiem”. I sama jest dowodem na to, że sport wzmacniał nie tylko jej ciało, ale przede wszystkim głowę.
Pamiętam, że chemię zaczęłam w styczniu, a w marcu zapisałam się na zawody, na Smerfną Piątkę, bieg 5 km w Kaliszu, tylko po to, by mieć cel, móc się zmotywować do wyjścia z domu, do treningów.
Dziś z perspektywy czasu widzi, że kluczowe z poradzeniem sobie z chorobą było to, że nie zamykała się w swoim świecie. I wsparcie bliskich: rodziny i przyjaciół ze środowiska biegowego.
Mówiłam o swojej chorobie, relacjonowałam ją, niemal z detalami, wszyscy wiedzieli co się u mnie dzieje. Nie zamknęłam się, byłam otwarta na ludzi, na rozmowę o chorobie, na oswojenie tej choroby i to bardzo mi pomogło.
Małgorzata pokonała raka. Ale leczenie uzupełniające trwa. Musi przyjmować antyhormony, co 3 miesiące robić szczegółowe badania. Trudne doświadczenia zmieniają. Jak wpłynęły na Gosię?
Ja teraz żyję. Mam swoje 5 minut. Cieszę się wszystkim. Każdym dniem, każdą minutą, każdą sekundą. Cieszę się wszystkim tym, co robię, dlatego spotykam się na morsowaniu. Wymyślam różne fajne zadania i je realizuję, bo szkoda mi czasu. Bo to nie jest tak, że ja wygrałam z rakiem i jestem zdrowa. Pacjentem onkologicznym jest się do końca życia i różnie się to kończy. Dlatego ja chcę ten czas jak najlepiej wykorzystać. Wykorzystać tak fajnie, tak przyjemnie, mądrze, spróbować wszystkiego, czego się da.

I trzeba przyznać jest tego sporo – od jazdy na motocyklu przez triathlon, tatuaże, fotografię, a nawet podniebne wrażenia.
Skoczyłam ze spadochronem, za namową koleżanki. W planach mamy jeszcze bungee, coś wysokościowego. 1,5 roku temu nauczyłam się grać na saksofonie, to było moim marzeniem z młodości. Mam teraz na to czas, jestem na emeryturze. Ale w sumie mam tyle zajęć, nie mam tego czasu dużo. Staram się robić wszystko, co mi sprawia przyjemność – śmieje się Gosia.
Na koniec ważne, warte zapamiętania i przyjęcia głęboko do siebie słowa…
Trzeba mieć pozytywne podejście do życia, do ludzi, do świata, do wszystkiego. To naprawdę pomaga. Nie można się nastawiać, że jestem chora, to zamknę się w domu i najlepiej już będę czekać na koniec. Tak się po prostu nie da żyć. A trzeba żyć, pełną piersią.






























Napisz komentarz
Komentarze