Reklama
wtorek, 8 września 2026 10:42
Reklama
Reklama
Reklama

Pracownicy kaliskiej firmy, którzy utknęli w Arabii Saudyjskiej, są już w Polsce!

Po 10 dniach nerwowego wyczekiwania w hotelu, w odizolowanej od reszty świata Arabii Saudyjskiej, sześciu pracowników kaliskiej firmy Real przyleciało do kraju. Znajdują się w kwarantannie, wszyscy czują się dobrze. Są szczęśliwy, bo mieli realne obawy, że w związku z pandemią koronawirusa utkną za granicą na bardzo, bardzo długo.
Pracownicy kaliskiej firmy, którzy utknęli w Arabii Saudyjskiej, są już w Polsce!

Gdy na początku marca lecieli w podróż służbową, nie przypuszczali, że sytuacja przybierze taki obrót. Mieli negocjować kontrakty z lotniskami regionalnymi w Arabii Saudyjskiej, bo ich firma zajmuje się dostawą siedzisk do hal lotniskowych (wcześniej o tej sprawie pisaliśmy tutaj).  – Wtedy były tylko obostrzenia w związku z Chinami dotkniętymi epidemią, dlatego nie mieliśmy żadnych obaw. Nasz wyjazd miał być krótki, a strona arabska też nalegała – mówi Michał z Kalisza.

Zamknięte granice, odwołane loty

Sytuacja okazała się jednak bardzo dynamiczna. W związku z pandemią kolejne kraje zaczęły szybko zamykać granice i odwoływać loty. - Decyzja o tym, że granica Arabii Saudyjskiej zostaje zamknięta o godz. 11.00 następnego dnia, zapadła dzień wcześniej o godz. 18.00. Ruszyliśmy na lotnisko, licząc, że załapiemy się na lot do Londynu, ale został odwołany - relacjonuje Michał. – Ci, którzy byli w większych miastach mieli więcej czasu na zorganizowanie się. My przebywaliśmy na południu kraju, a poruszanie się po jego terenie było już utrudnione.

Uwięzieni w hotelu

Za radą konsula cała szóstka przedostała się do Rijadu i tam utknęła w hotelu. Przemieszczanie się po Arabii Saudyjskiej było już niemożliwie, a zorganizowanie lotu do Polski okazało bardzo trudne. - Nasz szef interweniował  w kancelarii premiera, w ministerstwie, w LOT, interweniowały nasze rodziny, media, tak że była duża presja ze wszystkich stron i LOT miał dużą motywację, żeby to zorganizować. Ale były ogromne problemy – przyznaje kaliszanin.

Co prawda byli zabezpieczeni - firma opłacała im pobyt w hotelu – ale wokół szalał koronawirus, a z dnia na dzień narastał lęk przed pozostaniem w obcym kraju jeszcze przez bardzo długi czas. – Nikt nie ma pomysłu, jak ściągnąć ich do Polski! – alarmowały zrozpaczone rodziny mężczyzn.

W napięciu do ostatniego dnia

Nerwy nie opuszczały ich do ostatniego dnia. – Nasz lot, w ramach programu "LOT do Domu" pokazał się we wtorek lub w środę i został od razu zdjęty, bo obcokrajowcy zaczęli wykupywać bilety i obawiano się, że nie starczy dla Polaków. Później powiedziano nam, że nie ma wszystkich zgód i te formalności trwały do dnia przed wylotem, tak że do końca trwał stan napięcia i oczekiwania – przyznaje Michał.

W końcu z Rijadu udało się ewakuować około 30 Polaków, w tym pracowników kaliskiej firmy. W kraju są od niedzieli. – Przebywamy w kwarantannie, wszyscy czujemy się dobrze i jesteśmy szczęśliwy, że już po wszystkim. Obawialiśmy się, że pozostaniemy tam jeszcze bardzo, bardzo długo – mówi Michał, kierując podziękowania do wszystkich osób i instytucji zaangażowanych w operację ściągnięcia ich do kraju.

MIK, fot. arch. pryw. Michała


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama

Temperatura: 22°C Miasto: Kalisz

Ciśnienie: 1015 hPa
Wiatr: 14 km/h

OSTATNIE KOMENTARZE
Autor komentarza: Pasażer Treść komentarza: No właśnie. Czy zadaniem centrum przesiadkowego nie powinno być rozwiezienie po całym mieście tych co zostawiają tam samochody? Problemów tym, że tam autobusów jest jak na lekarstwo, o nie we wszystkie kierunki można pojechać. Uważam, że nie można tego miejsca nazywać punktem przesiadkowym, bo nie spełnienia swojej podstawowej funkcji. Data dodania komentarza: 7.09.2026, 21:44 Źródło komentarza: Kończą ważny etap prac przy Majkowskiej. To dopiero początek większych zmian Autor komentarza: paf Treść komentarza: I najzdrowszy asfalt Data dodania komentarza: 7.09.2026, 21:27 Źródło komentarza: Kończą ważny etap prac przy Majkowskiej. To dopiero początek większych zmian Autor komentarza: Marcin Treść komentarza: Mówi się, ile oddano opakowań, a czy są dane, ile ich nie oddano i kto na tym zarobił 50 gr za sztukę? Nieraz widzę w śmietniku kaucyjne butelki, jak są niezgniecione, to czasem sobie wezmę i mam zniżkę w sklepie, ale widać kaucja wielu nie mobilizuje. A co z mieszkańcami małych miejscowości? Kiedyś w sklepie w podkaliskiej wsi sprzedano mi napój, ale pustej butelki po poprzednim nie przyjęto, musiałem rowerem wieźć obie. Automatu nie było, a nawet jak są, nie zawsze działają, a sprzedawcy kręcą nosem na przyjmowanie. Zresztą drukowanie tych kwitów przez automaty oznacza zużycie papieru, gdzie tu dbałość o środowisko? System byłby lepszy, gdyby butelki nadawały się do ponownego napełnienia, lecz skoro i tak trafiają do utylizacji, to mija się z celem, wrzucanie do kosza z plastikiem jest wystarczające. Kiedyś to wiele rzeczy można było naprawić, teraz to tylko takie pozory dbania o ekologię. Producenci po kilku latach nie mają nieraz części do swoich wyrobów, byle kupować nowe. Albo ile niespożytego jedzenia ludzie oddają w barach i restauracjach. Tu trzeba uświadamiać, że tak się nie robi. Data dodania komentarza: 7.09.2026, 21:14 Źródło komentarza: Miliard butelek! Jedni zarabiają, inni tracą na systemie kaucyjnym Autor komentarza: k2 Treść komentarza: To by usprawniło też ruch samochodowy w tym miejscu, bo nie trzeba byłoby dostosowywać cyklu świateł do potrzeb pieszych (chodziliby sobie swobodnie po placu). Data dodania komentarza: 7.09.2026, 20:33 Źródło komentarza: Kończą ważny etap prac przy Majkowskiej. To dopiero początek większych zmian
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama