Kolejna drogowa tragedia, która wstrząsnęła Polską, ponownie otwiera dyskusję o bezpieczeństwie nie tylko na jezdniach, ale również na chodnikach. W sobotę w Krakowie kierowca Volkswagena Golfa stracił panowanie nad samochodem i wjechał na chodnik, którym szło młode małżeństwo z 8-miesięcznym dzieckiem. Rodzice zmarli w szpitalu, ich dziecko zostało ciężko ranne. Według wstępnych ustaleń śledczych przyczyną utraty panowania nad pojazdem była nadmierna prędkość.
Według przekazywanych mediom wstępnych informacji kierowca Volkswagena w Krakowie miał poruszać się z prędkością około 70 km/h w miejscu, w którym obowiązywało ograniczenie do 30 km/h. Był trzeźwy, a jego krew ma zostać przebadana również pod kątem obecności innych substancji. Dokładne okoliczności tragedii nadal wyjaśniają śledczy.
Tragedia wywołała ogromne emocje. Ale choć wydarzyła się kilkaset kilometrów od Kalisza, pytania, które po niej padają, dotyczą właściwie każdego większego miasta.
Czy na ulicach Kalisza czujemy się bezpiecznie? I czy wystarczająco skutecznie reagujemy, zanim dojdzie do tragedii?
Z takim pytaniem zwrócił się do naszej redakcji jeden z Czytelników. Jego zdaniem krakowski dramat powinien być impulsem, by przyjrzeć się również temu, co dzieje się na kaliskich ulicach.
Problem nadmiernej prędkości, gwałtownego przyspieszania czy głośnych, zmodyfikowanych samochodów nie jest mieszkańcom Kalisza obcy. Szczególnie wieczorami i nocą w różnych częściach miasta słychać samochody i motocykle, których kierowcy najwyraźniej chcą zaznaczyć swoją obecność nie tylko dźwiękiem silnika.
Nie jest to zresztą problem, którego służby wcześniej nie zauważały. Kaliskiej policji zgłaszano m.in. przypadki samochodów z przerobionymi tłumikami pojawiających się nocą na ulicach miasta. W 2024 roku drogówka przeprowadziła akcję „Tuning”, podczas której w kilkunastu przypadkach kontrole zakończyły się zatrzymaniem dowodów rejestracyjnych. W 2025 roku policja zapowiadała także kontrole poziomu głośności układów wydechowych.
Kalisz ma zresztą własne, tragiczne przykłady tego, do czego może doprowadzić skrajnie nieodpowiedzialna jazda. Szczególnie ponurą historię ma pod tym względem ul. Piłsudskiego. 1 stycznia 2021 roku wówczas 42-letni instruktor nauki jazdy, prowadząc BMW pod wpływem alkoholu i narkotyków, doprowadził tam do czołowego zderzenia z volkswagenem, którym podróżowała czteroosobowa rodzina. Zginął 14-letni chłopiec, a jego bliscy zostali poważnie ranni. Mężczyzna został później prawomocnie skazany na 12 lat więzienia.
Dokładnie rok później, 31 grudnia 2021 roku, na tej samej ulicy doszło do kolejnego dramatu. Młody kierowca BMW na łuku drogi rozpoczął wyprzedzanie w miejscu, w którym było to zabronione. Jechał z nadmierną prędkością – biegli ustalili ją na 86 km/h – stracił panowanie nad samochodem i czołowo zderzył się z renault. 55-letni kierowca renault zginął na miejscu, a jego 22-letni syn zmarł kilka tygodni później w szpitalu. Po tej tragedii na odcinku Piłsudskiego od ronda przy ul. Złotej do ul. Godebskiego ograniczenie prędkości zmniejszono z 70 do 50 km/h.
Gdzie kończy się pasja, a zaczyna zagrożenie?
Miłość do motoryzacji, sportowe samochody czy tuning same w sobie nie są problemem. Granica zostaje jednak przekroczona w momencie, gdy publiczna ulica zaczyna pełnić rolę toru, a zachowanie jednego kierowcy staje się zagrożeniem dla przypadkowych ludzi. Krakowska tragedia wyjątkowo brutalnie pokazała, że pieszy znajdujący się na chodniku nie zawsze jest chroniony przed tym, co dzieje się kilka metrów dalej na jezdni.
Zapytamy mieszkańców i służby
Temat poruszamy po sygnale naszego Czytelnika, ale chcemy oddać głos również innym mieszkańcom Kalisza.
Czy czujecie się bezpiecznie na kaliskich ulicach i chodnikach? Gdzie Waszym zdaniem kierowcy najczęściej przesadzają z prędkością? Czy są miejsca, których jako piesi lub rowerzyści zwyczajnie się obawiacie?

Napisz komentarz
Komentarze