Sklepy miały być zamknięte na dwie godziny i to w zakupowym sobotnim szczycie, a pracownicy mieli stać przed obiektem z transparentami. Nie wszędzie jednak strajk ostrzegawczy pracowników Dino przyjął taką formę... Jak było w Kaliszu i co powiedziały nam protestujące kobiety?
Agnieszka Gierz
Dzisiaj, 14:47
Ponad 50 tysięcy pracowników kontra zarząd sieci Dino... Sytuacja w wywodzącej się z Krotoszyna marki sklepów stała się już tak napięta, że pracownicy postanowili zorganizować strajk ostrzegawczy. Dziś - w sobotę 25 kwietnia między 12:00 a 14:00 mieli zostawić swoje stanowiska pracy i stanąć przed sklepem z transparentami.
"Dino, Dino, dej na wino!"
O 12:00 udaliśmy się do Dino przy ul. Wrocławskiej, na granicy z Nowymi Skalmierzycami. Parking pełen samochodów, ruch klientów spory, kolejka do kasy długa. Żaden z pracowników nie wyszedł przed sklep, market działał normalnie, na wysokich, sobotnich obrotach...
Ale na drugim końcu ul. Wrocławskiej znalazło się kilka odważnych, młodych kobiet, które stały przed wejściem do marketu z kartonami, a na nich z napisami: "Dino, Dino, dej na wino!", "Mała kasa, wielki trud, mamy tego w bród".
Część załogi z Dino z ul. Wrocławskiej w Kaliszu. Klienci często podchodzili do strajkujących kobiet i mówili - POWODZENIA!
Jak nam mówiły: przybywa im obowiązków, a pensja wciąż taka sama. Ogranicza się obsadę sklepu, kosztem obecnej, mocno obciążonej pracą załogi.
Często zdarza się, że jesteśmy tylko we trzy na całym sklepie. Jedna na kasie, druga na mięsie, a trzecia ogarnia dostawy i całą masę innej roboty. Tak nie da się pracować na dłuższą metę - mówią nam pracownice.
Ich zmiana zaczynała się od 14:00, dlatego przyszły strajkować. W tym czasie ich koleżanki normalnie pracowały, choć też narzekają na trudne warunki pracy. Ale wiele z nich obawiało się, że będą ponosić konsekwencje dołączenia się do strajku...
"Jesteśmy wykończone fizycznie i psychicznie"
Tuż za Kaliszem, w Kokaninie reprezentacja strajkowa była bardziej liczna i zdeterminowana. Sklep działał - obowiązki przejęło kierownictwo tamtejszego obiektu. Przed marketem, w firmowych koszulkach stało 9 kobiet z transparentem. Jak nam powiedziały - boimy się, ale strajkujemy, bo musi się w końcu coś zmienić.
Wszystkie przyznają, że najbardziej zależy im na zwiększeniu liczby pracowników.
My tu dosłownie biegamy, od zadania do zadania. Są dni, kiedy aż pot leje się nam po plecach i nie wiemy w co ręce włożyć. Kolejka do kasy, kolejka do mięsnej lady, towar trzeba rozładować, robić inwentaryzacje i sporo papierkowej roboty.
Musimy robić kilka rzeczy na raz, klienci mają pretensje. Jest jeden wielki chaos.
A teraz jeszcze doszły te nieszczęsne butelkomaty! Coś się w nich zatnie, klient nas woła, musimy wychodzić ze sklepu, pomagać jeszcze przy tym... - opowiadają nam pracownice.
Boimy się, ale strajkujemy. Nie damy się zastraszyć - mówią nam pracownice Dino w Kokaninie koło Kalisza.
Nie ma czasu spokojnie zjeść podczas przerwy śniadaniowej, nie raz człowiek tego śniadania nie zje albo zje w biegu - dodają.
Jesteśmy przemęczone, tutaj naprawdę trzeba mocno fizycznie pracować. I gdy ciągle praca jest w biegu, jest presja, stres, to po czasie i psychika siada.
My naprawdę chcemy pracować, ale w normalnych warunkach. Walczymy o normalność, o podstawowe rzeczy. Proszę sobie wyobrazić co ja czuję, gdy przychodzi klient z bonem świątecznym na zakupy u nas, a ja na święta nie dostaję nic, ani złotówki. A poświęcam tej sieci sporą część swojego życia, zdrowia...
Przed chwilą podeszła do nas klientka i powiedziała, że zna osobiście pana Tomasza Biernackiego (założyciela sieci Dino). Zrobiła z nami nagranie i powiedziała, że mu to wyśle, że trzyma za nas kciuki.
Inni klienci też co chwilę podchodzą i mówią, że dobrze, że walczymy o godne warunki, o dobre warunki też dla przyszłych pracowników.
Co na to jeden z najbogatszych Polaków?
Pracownicy Dino mają trzy główne postulaty:
– podwyżki wynagrodzeń o 900 zł, – utworzenie Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych (który powinien istnieć od lat), – uzupełnienie dramatycznych braków kadrowych w magazynach i marketach.
Gdzie dziś jest założyciel Dino? Gdzie się schował, gdy pracownicy chcą rozmawiać o swoich problemach? Przy tej skali nieprawidłowości w spółce trudno się temu dziwić. Czego obawia się Tomasz Biernacki, jeden z najbogatszych ludzi w Polsce?
W obliczu strajku ostrzegawczego założyciel firmy Dino Polska S.A. nie przyjął zaproszenia na spotkanie z pracownikami – nie odpowiedział na nie i całkowicie unika kontaktu.
Zamiast dialogu mamy groźby. Zamiast rozmowy – zastraszanie. Kierownicy regionalni prowadzą zorganizowane działania mające zniechęcić pracowników do udziału w strajku.
Straszenie utratą premii czy pracy to jawne naruszenie prawa. Przypominamy jasno: strajk jest prawem pracownika – i nikt nie ma prawa tego prawa odbierać - informuje OPZZ.
Państwowa Inspekcja Pracy przeprowadziła już setki kontroli, wykazując ponad tysiąc naruszeń prawa. I to wciąż nie jest pełny obraz – kontrole trwają. Spółka nie przekazuje regulaminów pracy i wynagradzania, mimo obowiązku. Nielegalnie wykorzystuje monitoring do zwiększania wydajności. Odbiera ludziom prawo do urlopu w wakacje. Zimą pracownicy pracowali w niedopuszczalnych warunkach, byli traktowani jak mrożonki żeby firma mogła oszczędzać miliony.
Za upominanie się o przestrzeganie prawa zwolniono kierowniczkę sklepu w Sochaczewie – tuż przed mediacjami. To pokazuje jasno, jak traktuje się ludzi, którzy mają odwagę mówić prawdę - podają związki zawodowe.
27 kwietnia odbędzie się kolejna tura mediacji w Warszawie. Pytanie brzmi: czy tym razem pojawi się zarząd, czy znów schowa się za prawnikami? Bo dziś wygląda to tak, że firma boi się własnych pracowników bardziej niż odpowiedzialności za łamanie prawa - informuje OPZZ Konfederacja Pracy w Handlu.
Będzie kontrola Głównego Inspektora Pracy
Zarząd i kierownictwo robiło wszystko, by do strajku nie doszło. Jak informuje OPZZ Konfederacja Pracy w Handlu - wielu pracowników miało być zastraszanych, co jest przestępstwem... Sprawą zainteresowało się Ministerstwo Pracy.
W czwartek, 23 kwietnia, ministra skierowała wniosek do Głównego Inspektora Pracy nie tylko o kontrolę w sieci handlowej, ale i o objęcie jej nadzorem. Stało się to dzień po spotkaniu w resorcie ze związkami zawodowymi z Dino.
Ministra podkreśliła również, że prawo do zrzeszania się w związkach zawodowych oraz prawo do strajku to podstawowe prawa gwarantowane przez konstytucję. Natomiast utrudnianie prowadzenia sporu zbiorowego jest przestępstwem, zagrożonym karą grzywny lub ograniczenia wolności.
Resort pracy zapowiada dalsze działania mające na celu zagwarantowanie przestrzegania praw pracowniczych, jak również ochronę osób korzystających ze konstytucyjnych uprawnień - informują związki zawodowe.
Podziel się
Oceń
Napisz komentarz
Komentarze
Aktualnie nie ma żadnych komentarzy. Bądź pierwszy, dodaj swój komentarz.
Napisz komentarz
Komentarze