Reklama
środa, 13 maja 2026 02:36
Reklama
Reklama
Reklama

Mamy teczkę Edwarda Prusa. Współpracował z SB, czy ktoś go wrabia? ZDJĘCIA

Dokumentów świadczących o donoszeniu nie ma, ale jest oświadczenie o rozpoczęciu współpracy ze służbami PRL. Teczka radnego Edwarda Prusa, o istnieniu której opinia publiczna dowiedziała się przed dwoma tygodniami, liczy zaledwie kilka stron. Jednak pokazuje, że radny składając oświadczenie lustracyjne, „zapomniał” o przyznaniu się do krótkiego epizodu w swoim życiu, kiedy to używał pseudonimu „Cora”. Sam zainteresowany twierdzi, że podpis budzi jego wątpliwości, ale równocześnie dodaje, że "w wojsku podpisywało się różne rzeczy" i zapowiada, że udowadniać nic nie będzie, ale chce wystąpić o status poszkodowanego. Jednak pytanie brzmi, dlaczego cztery lata temu IPN przeprowadził pozytywną lustrację kaliszanina?
Mamy teczkę Edwarda Prusa.  Współpracował z SB, czy ktoś go wrabia? ZDJĘCIA

Instytut Pamięci Narodowej w Łodzi. Tutaj znajduje się teczka radnego Edwarda Prusa. Znajduje od lat i o jej istnieniu instytucja wiedziała. Świadczą o tym wpisy w kwerendzie. Z pewnością dokumenty były przeglądane i opracowywane w 2008 roku i ponownie w 2013. Kilka miesięcy później Edward Prus, do niedawna kandydat na radnego z ramienia Wspólnego Kalisza, stowarzyszenia założonego przed poprzednimi wyborami m.in. przez Grzegorza Sapińskiego, złożył oświadczenie lustracyjne. Zapewnił w nim, że nigdy nie był współpracownikiem komunistycznych służb.

Jednak w ostatnim tygodniu września kaliskie redakcje otrzymały maile z informacją o istnieniu teczki sygnowanej pseudonimem „Cora”. Taki miał przybrać 20 października 1986 roku właśnie Edward Prus. Ten w reakcji na doniesienia prasowe zrezygnował z ponownego ubiegania się o mandat radnego z obecnej listy Grzegorza Sapińskiego i zapewniał, że nigdy nie współpracował, że niczego nie podpisywał i nigdy nie donosił.

„Ma pozytywny stosunek do władz komunistycznych”

Zapowiedział, że złoży wniosek do IPN, by potwierdzić, że teczka istnieje i sprawdzić, co w niej jest. Pozwolenie o wgląd do dokumentów złożyliśmy także my. Na pozytywną odpowiedź czekaliśmy trzy dni. 1 października mogliśmy zweryfikować informacje o istnieniu teczki, a także jej zawartość – niektóre plotki głosiły, że ma kilkaset stron.

W rzeczywistości jest ich zaledwie 9. Pierwsza to „Karta osobowa tajnego współpracownika” ze wszystkimi danymi oraz charakterystyką Edwarda Prusa, stwierdzeniem, że ma pozytywny stosunek do władz komunistycznych i będzie inwigilować środowisko żołnierzy zasadniczej służby wojskowej, którą też w tym czasie sam odbywał. Jednak znacznie ważniejsze jest zobowiązanie o chęci współpracy z 1986 roku, z podpisem radnego. - Nie podoba mi się ten podpis tutaj. Ja jestem tym zaskoczony. Ja niczego takiego nie podpisywałem – zapewniał Edward Prus, któremu pokazaliśmy dokumenty znajdujące się w łódzkim oddziale IPN. - Były sytuacje, gdzie podpisy wielu podrabiano, ale ja na pierwszy rzut oka mogę powiedzieć, że tego zobowiązania nie podpisywałem – stwierdził Prus.

To nie jego podpis?

Skąd zatem wzięła się teczka? I czy Edward Prus będzie chciał się tego dowiedzieć?  Jak mówi najpierw musi sam zajrzeć do teczki. Wniosek złożył w tym samym dniu, kiedy my odwiedziliśmy IPN. I nadal czeka na pozwolenie. - W  wojsku bywało różnie. Ci wiedzą, którzy byli. Nieraz było tak, że człowiekowi się nie chciało mówić o tym, co z nim w wojsku robiono. I wiele rzeczy było podpisywane w wojsku jak chociażby odesłanie odzieży do domu cywilnej. Momentów, gdzie podpisy się składało w wojsku było bardzo dużo – odpowiada na pytanie, czy będzie chciał u grafologa potwierdzić, że to nie jego podpis.

Z lewej: podpis z teczki IPN. Z prawej: podpis Edwarda Prusa na oświadczeniu majatkowym z 2018 r. 

- Dla mnie kluczową sprawą jest, że nie miał nikt z mojego powodu krzywdy, że nie ma śladów, że na kogoś donosiłem. I powtarzam jeszcze raz, ja na nikogo nigdy, pod przysięgą na Boga, nie donosiłem i nie współpracowałem z tymi służbami.

Faktycznie śladów współpracy nie ma. Poza kartą osobową i zobowiązaniem jest jeszcze jedno odręczne, sygnowane nazwiskiem Edward Prus, pismo. Oświadczenie o zakończeniu współpracy z adnotacją o gotowości do niej. Takie radny miał podpisać 25 kwietnia 1988 roku. Pytanie jak to się stało, że przed poprzednimi wyborami, kiedy kaliszanin startował w wyborach pozytywnie przeszedł lustrację?

Niezlustrowany

IPN odpowiada: "…informuję, iż Oddziałowe Biuro Lustracyjne w Łodzi dotychczas nie prowadziło analizy oświadczenia lustracyjnego złożonego przez Edwarda Aleksandra Prusa. Kolejność prowadzonych analiz złożonych oświadczeń lustracyjnych określona została w artykule 52e ust. 1 i 2 Ustawy z dnia 18.12.1998 roku o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu.

Nadmieniam, że w ciągu jednego roku biuro poddaje analizie około tysiąca oświadczeń złożonych przez osoby pełniące funkcje publiczne wskazane w art. 4 Ustawy z dnia 18.10.2006 roku o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa z lat 1944-1990 oraz treści tych dokumentów. W toku rzeczonej analizy ocenie poddaje się zasób archiwalny Instytutu Pamięci Narodowej, jak też wykonuje się czynności uregulowane w art. 52e ust. 3 i 3a cyt. Ustawy z dnia 18.12.1998 roku"  - czytamy w piśmie podpisanym przez prokuratora Jarosława Chrzęsta, naczelnika Oddziałowego Biura Lustracyjnego w Łodzi.

Oznacza to tyle, że w pierwszej kolejności sprawdzani są kandydaci na posłów, senatorów lub włodarzy miast. Osoby, które przyznały się do współpracy, ale nie były agentami. Być może decyduje też grubość teczki? W przypadku Edwarda Prusa ta zdecydowanie do imponujących nie należy. Jednak może zastanawiać wpis w dokumencie, który do teczki jest dołączony. W Kartotece stworzonej przez Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Kaliszu z czasów, kiedy pochodzi teczka, w rubryce karalność, widnieje „6” – w IPN nie uzyskaliśmy odpowiedzi, co ona oznacza. Być może Edward Prus stwierdzając, że w wojsku bywało różnie i nikomu się o tym nie mówiło, miał na myśli, że takie adnotacje były kartą przetargową dla agentów werbujących lub szantażujących żołnierzy?

Pytanie brzmi, czy radnego, który twierdzi, że niczego nie podpisywał, ale też nie będzie udowadniać, że podpis jest sfałszowany można uznać za kłamcę lustracyjnego? On sam zapowiedział, że wystąpi o status poszkodowanego. - Czuje się pomówiony. Efektów współpracy nie ma, a ktoś nadal gra teczką, gdzie nie do końca widomo, kto ten podpis złożył – kwituje sytuację.

Jeśli jednak okaże się, że Edward Prus skłamał w oświadczeniu i zostałby uznany za kłamcę lustracyjnego, może ponieść konsekwencje. W polskich sądach zapadają wyroki w podobnych sprawach – zazwyczaj 3-letniego zakazu sprawowania funkcji publiczne; to najniższy wymiar kary.

Agnieszka Walczak, zdjęcia IPN, arch.

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
zachmurzenie umiarkowane

Temperatura: 6°C Miasto: Kalisz

Ciśnienie: 1006 hPa
Wiatr: 19 km/h

OSTATNIE KOMENTARZE
Autor komentarza: MarcinTreść komentarza: Nareszcie, trzeba było tak od razu zbudować. Pamiętam tę atmosferę wśród Kaliszan, gdy zobaczyli na Szlaku Bursztynowym ścieżkę rowerową ze schodami na most. Bareja wiecznie żywy. Przypominam też sobie artykuł prasowy jakiegoś policjanta (nie pamiętam nazwiska, to było jeszcze dawniej), który dziwił się, że ludzie wolą jeździć rowerami Częstochowską (oczywiście jezdnią, bo ścieżek rowerowych wtedy tam nie było) zamiast nad Prosną (tu też nie było utwardzonych dróg). Twierdził, że wydawałoby się, iż piaszczyste ścieżki nie wymagają modernizacji, bo jazda nimi jest i tak przyjemniejsza niż ulicą. Czyli dla kierowców musi być piękny asfalt, a rowerzysta da sobie radę, może jeździć dziurawą polną dróżką wśród pokrzyw. Jemu rzekomo nie potrzeba specjalnej infrastruktury, nie zasługuje nawet na skrawek asfaltu. Nie dostrzegł, że to było jeszcze bardziej niebezpieczne niż jazda ulicą, bo jak zza krzaka wyskakiwał nagle z naprzeciwka inny rower, to mijały się o centymetry. Sporo czasu musiało upłynąć, zanim zmieniła się taka mentalność w postrzeganiu potrzeb rowerzystów. Sami też chyba za bardzo się nie cenili. Rowerzysta ma zsiadać, przeprowadzać rower, a kierowca przecież nie musi przepychać samochodu przez pasy.Data dodania komentarza: 12.05.2026, 18:10Źródło komentarza: Nowy most w Kaliszu. Za moment ruszy BUDOWAAutor komentarza: dziadekTreść komentarza: Niech przestaną żreć te fast foody, chipsy i pić colę ,to będą zdrowe....a nie...co drugie, to zapasiony tłuścioch.Data dodania komentarza: 12.05.2026, 17:19Źródło komentarza: Przebadają tysiące dzieci. Nadwaga i brak ruchu po lupą medykówAutor komentarza: IgnacTreść komentarza: Z tymi pieskami to przesada w głowie się nie mieści ile kup leży. Trza myśleć o mieszkańcach nie o pieskach.Data dodania komentarza: 12.05.2026, 15:14Źródło komentarza: Nowy most w Kaliszu. Za moment ruszy BUDOWAAutor komentarza: MieszkaniecTreść komentarza: Nie wiem czy to ktoś konsultował i czy rzeczywiście jest taka potrzeba ,ale idę o zakład że będzie jak z mostem dla rowerów w Koninie że raptem w ciągu dnia przejeżdża tak pięciu rowerzystów , a taki most będzie trzeba też konserwować, chyba że ma ktoś w tym dobry interesData dodania komentarza: 12.05.2026, 15:01Źródło komentarza: Nowy most w Kaliszu. Za moment ruszy BUDOWA
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama