To miał być spokojny weekend w górach. Wspólna wyprawa rowerowa, chwila odpoczynku i czas spędzony z mężem. Wszystko zmieniło się w jednej chwili, gdy zaledwie kilkadziesiąt metrów przed schroniskiem w Anię uderzył piorun. Jej serce przestało bić. Dziś trwa walka o to, by mogła wrócić do męża i dwóch synów.
Dzisiaj, 14:14
Autor: fot. zbiórka
Do dramatycznego zdarzenia doszło podczas górskiej wycieczki. Gdy pogoda nagle się załamała i zaczął padać deszcz, Ania wraz z mężem - mieszkańcami okolic Pleszewa, postanowili schronić się w pobliskim schronisku. Do bezpiecznego miejsca brakowało zaledwie kilkudziesięciu metrów.
Nagle doszło do tragedii.
Piorun uderzył kobietę bezpośrednio w głowę. Potężny impuls elektryczny przeszedł przez całe jej ciało, powodując rozległe obrażenia. Doszło do ciężkich uszkodzeń głowy, płuca i wątroby oraz licznych poparzeń. W wyniku porażenia serce kobiety przestało bić. Mąż Ani, który po chwili odzyskał przytomność, natychmiast rozpoczął resuscytację krążeniowo-oddechową i wezwał pomoc. Dzięki błyskawicznej reakcji świadków oraz ratowników udało się przywrócić kobiecie funkcje życiowe.
To był jednak dopiero początek dramatycznej walki...
Ania trafiła do szpitala w stanie krytycznym. Lekarze przeprowadzili operację tętnic szyjnych. Porażenie piorunem doprowadziło również do rozległego obrzęku mózgu oraz dwóch wylewów podpajęczynówkowych. Każdy kolejny dzień był walką o jej życie. Obecnie kobieta została już wybudzona ze śpiączki, jednak nadal nie nawiązuje kontaktu z otoczeniem. Przed nią długie miesiące specjalistycznego leczenia, intensywnej rehabilitacji neurologicznej oraz kosztownej terapii, które dają szansę na odzyskanie sprawności.
W domu na Anię czeka rodzina – mąż oraz dwaj synowie: dwuipółletni Franciszek i 14-letni Ksawery. Bliscy nie tracą nadziei, że kobieta wróci do nich i ponownie będzie mogła cieszyć się wspólnym życiem. Rodzina uruchomiła zbiórkę, z której środki zostaną przeznaczone na dalsze leczenie i rehabilitację. Każda wpłata oraz udostępnienie zbiórki mogą pomóc Ani w powrocie do zdrowia i do najbliższych.
Napisz komentarz
Komentarze