Msza święta żałobna rozpoczęła się o 11:00 w Parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Wysocku Wielkim. Ludzi przyszło tyle, że wielu nie zmieściło się w świątyni.
Na zakończenie Mszy Świętej głos zabrała jedna z kobiet bliskich Anicie. Jej słowa rozdarły serca wszystkich obecnych. Mówiła o codziennych gestach, o rozmowach, które nagle się urwały, o planach, które nigdy nie zostaną zrealizowane. O tym, jak trudno pogodzić się z myślą, że pierwszym odruchem po przebudzeniu jest chęć zadzwonienia – a po chwili przychodzi bolesne uświadomienie, że już nie ma do kogo. Wspominała spokój Anity, jej uważność, umiejętność słuchania, ciepło, które dawała innym bez rozgłosu. Mówiła o świecie, który toczy się dalej, choć dla niej czas zatrzymał się w dniu tragedii. I o obietnicy, że pamięć o Anicie będzie żyła w każdym kolejnym dniu.

37-letnia Anita dwa lata temu wróciła do Polski po 10-letnim okresie pracy za granicą. Specjalizowała się w prowadzeniu mediów społecznościowych i marketingu. Współpracowała z wieloma lokalnymi i nie tylko markami. Szczególnie bliska była jej przedsiębiorczość kobiet. Związana była z branżą motoryzacyjną. Pracowała w Grupie Lis, a od kilku miesięcy w salonie Mercedes Benz Garncarek. Była też wolontariuszką ostrowskiego sztabu WOŚP - odpowiadała za relacje do mediów społecznościowych. Każdy, kto miał z nią nawet krótki kontakt, odczuwał jej niezwykle pozytywną, ciepłą energię...
Zginęła na chodniku tuż przed swoim blokiem w sylwestrową noc. Szła ze swoim partnerem. Pijany 26-latek, który wjechał w nią swoim bmw, od razu odjechał z miejsca zdarzenia. Nie był sam. Obok niego siedziała jego 26-letnia dziewczyna. Oboje byli pijani. Po godzinie od zdarzenia mieli po 2 promile alkoholu w organizmie...
Adwokat Patrycja Łakomiak, która współpracowała z Anitą, wczoraj zainicjowała akcję #prawoAnity.
Młoda dziewczyna.
Energia. Radość. Siła.
Współtworzyła ten profil i była częścią mojego świata.
Nie tylko zawodowego.
Zginęła, bo ktoś wsiadł za kierownicę po alkoholu.
A potem… nie było ani odwagi, ani odpowiedzialności.
Była ucieczka. Było zostawienie człowieka na śmierć.
Nie zgadzam się na to.
Nie jako koleżanka.
Nie jako kobieta.
I przede wszystkim: nie jako adwokat.
Dlatego mówię głośno i proszę Cię o jedno:
Udostępnij ten post w relacji.
Niech #prawoanity niesie się dalej - bo cisza niczego nie zmieni.
Napisz jakie zmiany w prawie powinny w takich sytuacjach nastąpić?
Wieli internautów domaga się m.in. wprowadzenia pojęcia "morderstwa drogowego" i karania pijanych kierowców zgodnie z wymiarem kar dla sprawców zabójstw z premedytacją.
Śmierć 37-latki wywołuje też dyskusję na temat podejścia do alkoholu w ogóle. Głos w tej sprawie zabrała m.in. dr Paulina Ihnatowicz, znana dietetyk.
Kilka dni temu zginęła kobieta. Anita. Nie moja przyjaciółka. Znajoma znajomych. Osoba, którą znały osoby, z którymi jestem teraz na wakacjach.
Jedna z nich – Karolina – rozpłakała się. Nie dlatego, że to „kolejna tragedia w wiadomościach”.
Dlatego, że ją znała a ta kobieta po latach była wreszcie szczęśliwa. Dobry związek. Nowy etap. Najlepsze lata życia. Być może plany na bycie mamą. Żoną. Na „w końcu”.
Nie zdążyła.
Bo wjechał w nią pijany kierowca…
I ją zabił. To mogłam być ja. To mogłaś być Ty.
I dokładnie w takich momentach wracają do mnie te wiadomości, które dostaję zawsze, gdy mówię o alkoholu:
– „Ale kiełbasa w nadmiarze też zabija”
– „Słodycze też szkodzą”
– „Wszystko jest dla ludzi”
Nie. Nie jestem w stanie pojąć, jak można porównywać zmarnowane zdrowie do realnego zabójstwa. Jak można stawiać znak równości między nadmiarem kalorii a odebraniem komuś życia.
To nie był wypadek. To była decyzja.
Decyzja, żeby pić. Decyzja, żeby wsiąść za kierownicę.
„Przecież to tylko piwo”. ^Wypiłem tylko trochę.^
Nie. To nie „tylko”.
Alkohol jest jednym z głównych czynników przemocy, wypadków śmiertelnych i zabójstw. Za ogromną częścią tragedii drogowych, domowych, rodzinnych stoi alkohol.
To nie opinia. To fakt.
Dlatego będę o nim mówić. Dlatego nie przestanę. I dlatego będę dążyć do tego, żeby był w tym kraju jak najbardziej ograniczony - dostępnością, reklamą, normalizacją.
Nie możemy być obojętni. Nie możemy normalizować patologii tylko dlatego, że jest powszechna.
Alkohol za kierownicą to nie pech. To świadomy wybór.
I najważniejsze: to MY decydujemy, czy po niego sięgamy. Nie reklamy. Nie tradycja. Nie znajomi. Nie „wszyscy piją”.
Dziś jedna kobieta zapłaciła za cudzą „decyzję” najwyższą cenę.
Moje kondolencje.
Więcej zdjęć TUTAJ































Napisz komentarz
Komentarze