Reklama
sobota, 5 września 2026 23:09
Reklama
Reklama
Reklama

„Auto stało sześć miesięcy. Po zmianie zdjęć sprzedało się tego samego dnia”

Sprzedaż samochodu przez internet wygląda dziś inaczej niż kilka lat temu. Ofert jest mniej niż przed rokiem, ale kupujący ma większe wymagania i przegląda ogłoszenia na telefonie, przewijając listę kciukiem. O tym, dlaczego zdjęcia decydują szybciej niż cena, rozmawiamy z Marcinem Przybylskim, fotografem motoryzacyjnym z Poznania, który obsługuje klientów w całej Wielkopolsce, także w Kaliszu i okolicach.
  • 24.08.2026 12:01
„Auto stało sześć miesięcy. Po zmianie zdjęć sprzedało się tego samego dnia”

Redakcja: Ile sesji samochodów miesięcznie robi pan w tej chwili?

Marcin Przybylski: Około trzydziestu. Zdecydowana większość to klienci biznesowi, czyli komisy i dealerzy. Oni już wiedzą, ile zależy od zdjęć, bo widzą to w swoich statystykach każdego dnia.

Klientów indywidualnych mam zdecydowanie mniej i to jest dla mnie sytuacja trochę absurdalna. Osoba prywatna, która nie może sprzedać auta, najczęściej obniża cenę o dwa tysiące. A wystarczyłoby zainwestować pięćset w zdjęcia. Ta arytmetyka jest oczywista dla każdego handlarza, a prawie nieznana zwykłemu sprzedającemu. Dlatego trzymam na stronie jawny cennik sesji zdjęciowej auta na sprzedaż, żeby każdy mógł go porównać z kwotą obniżki, którą planuje.

Redakcja: Jaki błąd widzi pan najczęściej w ogłoszeniach robionych samodzielnie?

Trzy powtarzają się właściwie zawsze.

Pierwszy to bałagan w kadrze. Auto stoi między innymi samochodami, w tle śmietnik, słup, blok. Oko kupującego nie ma się na czym zatrzymać.

Drugi to zdjęcia pionowe. Ludzie fotografują telefonem trzymanym normalnie, czyli w pionie, a portale ogłoszeniowe pracują na kadrach poziomych. Efekt jest taki, że zdjęcie zostaje rozciągnięte i widać pikselozę. Auto wygląda gorzej niż w rzeczywistości, zanim ktokolwiek obejrzał je na żywo.

Trzeci to po prostu za mało zdjęć. Na OTOMOTO można dodać nawet czterdzieści, a przeciętne ogłoszenie prywatne ma ich osiem. Warto sprawdzić, ile zdjęć można dodać do ogłoszenia na OTOMOTO, bo za emisję płaci pan tak samo, niezależnie od tego, czy wykorzysta pan limit, czy nie.

Redakcja: Ma pan jakąś historię, która pokazuje skalę różnicy?

Auto jednej z moich klientek stało sześć miesięcy praktycznie bez telefonów. Zmieniliśmy same zdjęcia, bez ruszania ceny. Sprzedało się tego samego dnia, a w ciągu pierwszej godziny zadzwoniło sześć osób.

Zaznaczam od razu, że to najbardziej spektakularny przypadek, jaki miałem, a nie reguła. Ale pokazuje coś ważnego: to auto przez pół roku nie miało problemu z ceną. Miało problem z tym, że nikt na nie nie klikał.

Redakcja: Kiedy sesja się nie opłaca?

Zazwyczaj trafiają do mnie auta powyżej dziesięciu tysięcy złotych. Tańsze zdarzają się rzadko, choć akurat tam widzę duży niewykorzystany potencjał, bo w tym przedziale cenowym konkurencja jest ogromna. Właśnie dlatego dobre zdjęcia dają tam największą szansę na wyróżnienie się.

Jeśli natomiast ktoś sprzedaje auto za trzy tysiące i chce się go pozbyć w tydzień, to uczciwie mówię, żeby po prostu umył samochód i zrobił zdjęcia w słoneczny poranek. Nie każdemu jestem potrzebny.

Redakcja: Komis też ma fotografa. Co robi pan inaczej?

Sprzęt to jedno, ale drugą rzeczą jest znajomość samego mechanizmu. Śledzę na bieżąco zmiany, które wprowadza OTOMOTO, i wiem, jak ten serwis działa od środka. To nie jest wiedza fotograficzna, tylko praktyczna: co się wyświetla w miniaturze, jak kadr zachowuje się na telefonie, ile ujęć realnie ogląda kupujący.

Zdjęcie może być ładne i jednocześnie zupełnie nieskuteczne w ogłoszeniu. To dwie różne rzeczy.

Redakcja: Jedna rada, którą czytelnik może wykorzystać dziś, za darmo?

Proszę odejść od auta i użyć zoomu w telefonie. To brzmi banalnie, ale zmienia najwięcej.

Kiedy fotografuje pan z bliska szerokim kadrem, obiektyw zniekształca proporcje. Przód auta robi się nienaturalnie duży, tył ucieka. Gdy odejdzie pan kilka kroków i przybliży zoomem, dłuższa ogniskowa spłaszcza perspektywę i samochód wygląda tak, jak wygląda naprawdę, czyli po prostu lepiej. To jedna czynność, zero kosztu, a różnica jest widoczna od razu.

Redakcja: Co pana w tej pracy zaskoczyło?

Fatalne zdjęcia samochodów wartych grube miliony złotych. I co gorsza, brak chęci, żeby cokolwiek z tym zrobić. Człowiek wydaje fortunę na auto, a potem wystawia je na sprzedaż na zdjęciu zrobionym w garażu, pod lampą jarzeniową.

Redakcja: Dziękujemy za rozmowę.

 

Marcin Przybylski prowadzi motofoto.pl. Zajmuje się fotografią samochodową dla komisów, dealerów i klientów prywatnych w Wielkopolsce, w tym w Kaliszu i powiecie kaliskim.

Artykuł sponsorowany


Reklama
Reklama
Reklama

Temperatura: 15°C Miasto: Kalisz

Ciśnienie: 1017 hPa
Wiatr: 26 km/h

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama