Przypomnijmy, pod koniec kwietnia 2024 roku w rejonie Kowalewa, niedaleko Pleszewa, dokonano makabrycznego odkrycia. Na terenie obwodu łowieckiego zarządzanego przez Koło Łowieckie „Szarak Kotlin” znaleziono martwą łanię. Jak wykazały oględziny, zwierzę było w zaawansowanej ciąży i nosiło jelonka.
W ciele łani ujawniono pocisk. W chwili zdarzenia obowiązywał okres ochronny dla tego gatunku, co jednoznacznie wykluczało możliwość legalnego odstrzału. Sprawa natychmiast trafiła do policji oraz prokuratury.
Od początku przedstawiciele koła łowieckiego wskazywali, że zwierzę padło ofiarą kłusownika. Śledczy potwierdzili tę wersję. Ustalono, że do zabicia łani użyto broni myśliwskiej pochodzącej z nielegalnego źródła. Mimo szeroko zakrojonych działań dochodzeniowych, nie udało się jednak ustalić tożsamości sprawcy.
Jak poinformowała Prokuratura, w toku śledztwa przeprowadzono specjalistyczne badania balistyczne. Biegli odtworzyli zdeformowany pocisk wydobyty z ciała zwierzęcia i określili jego kaliber. Następnie dane te porównano z informacjami zgromadzonymi w Krajowym Zbiorze Łusek i Pocisków, który umożliwia identyfikację broni na podstawie jej indywidualnych cech.
Sprawdzono również broń należącą do myśliwych działających w okolicy. Zabezpieczone egzemplarze trafiły do Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji w Warszawie, gdzie wykonano kontrolne odstrzały porównawcze. Ekspertyzy jednoznacznie wykazały, że żadna z legalnie posiadanych jednostek broni nie została użyta do postrzelenia łani.
Jednocześnie śledczy nie potwierdzili, aby broń o parametrach odpowiadających zabezpieczonemu pociskowi figurowała w oficjalnych rejestrach. Oznacza to, że sprawca posłużył się bronią nielegalną. Postępowanie w sprawie zostało zakończone bez ustalenia osoby odpowiedzialnej za zabicie ciężarnej łani.





























Napisz komentarz
Komentarze