To miał być spokojny, zwyczajny wieczór. Małżeństwo wybierało się do znajomych. Chwila nieuwagi wystarczyła jednak, by ich życie zmieniło się nieodwracalnie.
Podczas przechodzenia przez ulicę doszło do dramatycznego wypadku. Kobieta usłyszała nagły pisk opon, a po chwili zobaczyła nadjeżdżającą ciężarówkę. Jej mąż, Marek, nie zdążył zareagować. Pojazd uderzył go z ogromną siłą, rzucając na jezdnię.
Pamiętam, że krzyczałam jego imię, a on nie reagował. Ktoś zadzwonił po karetkę, rozpoczęliśmy reanimację. Nie wiem, ile to trwało. Minuty? Godziny? Całą wieczność? Kiedy karetka w końcu zabrała go do szpitala, czułam, że moje serce pękło. Tak bardzo się bałam, że mój mąż już do mnie nie wróci. - relacjonuje żona potrzebującego mężczyzny
Marek przeżył, jednak zapadł w śpiączkę. Przez ponad miesiąc jego bliscy codziennie czuwali przy szpitalnym łóżku, trzymając go za rękę i mając nadzieję, że jeszcze otworzy oczy. Każdy dzień był walką z lękiem i bezsilnością. Aż w końcu – stało się. Marek się wybudził.
Radość szybko ustąpiła jednak miejsca trudnej rzeczywistości. Wypadek odebrał mu zdrowie i sprawność. Dziś jest osobą leżącą, wymagającą całodobowej opieki. Ma poważne trudności z mówieniem, a każdy, nawet najmniejszy ruch, wymaga ogromnego wysiłku. Mimo to bliscy widzą, że nie poddaje się i walczy – o siebie, o rodzinę, o powrót do choćby częściowej samodzielności.
Mąż korzysta z intensywnej rehabilitacji, która jest dla niego jedyną szansą na odzyskanie sprawności i samodzielności. Dzięki niej widzimy już pierwsze małe efekty, jednak czy kolejne nadejdą? Wszystko zależy od tego, czy zdołam ją opłacić... - czytamy dalej na stronie zbiórki
Dlatego żona Marka zdecydowała się poprosić o pomoc. Z wiarą i nadzieją zwraca się do ludzi o wsparcie, które pozwoli kontynuować rehabilitację i dać jej mężowi szansę na lepsze jutro.




























Napisz komentarz
Komentarze