Reklama
środa, 8 lipca 2026 03:54
Reklama
Reklama
Reklama

Kaliskie czarownice i procesy o czary

Za kradzieże, złe prowadzenie, urodę, zbyt niską wagę, oczywiście za kontakty z diabłem, ale i wiedzę – na stosie kobiety – choć zdarzali się też mężczyźni - palono za wiele rzeczy. Na szczęście Kalisz był łagodny i tego sposobu zwalczania „złego” nie uprawiano w naszym mieście zbyt gorliwie. O czarownicach i procesach można było posłuchać w środę na spotkaniu w klubie Komoda. Było ciekawie, ale i mrocznie. W Sali Kryształowej restauracji zapłonął… stos. 
Kaliskie czarownice i procesy o czary

Stosy Europy

Nie wieki średnie, którym przypisuje się wiele złego, sprawiły, że w Europie skazywano za czary, a kary były okrutne - od tortur po śmierć w płomieniach. Najczęściej stosy płonęły między XV a XVII wiekiem, a to przecież czas rozwoju, postępu, rozkwitu. W sumie doliczono się około 80 tysięcy procesów. Prawie połowa zakończyła się skazaniem na stos lub, jak to było na Wyspach i za Oceanem, szubienicą. - Najwięcej procesów było w Niemczech. Tam odbyło się około 20 tysięcy procesów nad osobami posądzonymi o konszachty z diabłem – mówił Piotr Sobolewski, twórca Kaliszobrania, którego specjalną edycję połączono z cyklem „Kulturalne Środy” w restauracji Komoda. – Rozkwit to czas inkwizycji. W 1486 roku wyszedł nawet specjalny podręcznik dla osób, które polowały na czarownice. W „Młocie na czarownice” można było przeczytać, że czary uprawiają panie, których np. wiara jest słabsza a samo słowo femina oznacza mniej wiary. 

 

Jednak nie tylko kobiety „ulegały” mocy złego. W Skandynawii, przed sądem mającym sprawdzić wiarę i prawdziwość oskarżeń o uprawianie magii, skazywani byli przede wszystkim mężczyźni. Stanowili 90% wszystkich zmuszonych udowadniać swoją niewinność.  - Najpopularniejszy proces odbył się w Salem. Tam równocześnie skazano 80 osób. Na naszym kontynencie mamy czarownice z Peney. To 30 kobiet, które zostały oskarżone za roznoszenie dżumy za pomocą czarów – dodał prowadzący.

Czarownica była kozłem ofiarnym, na którego można było zrzucić winy za wszystkie nieszczęścia spadające na świat, lokalną społeczność albo konkretną osobę. Za tym, że ktoś jest zły przemawiało wiele: uroda bądź jej brak, waga poniżej 49,5 kg, która umożliwiała latanie na miotle, diabelskie znamiona. Poza tym wiedza, zazwyczaj zielarska. Przyznanie się do winy przez oskarżoną było najtwardszym dowodem – zdobywanym oczywiście za pomocą tortur.

Za zniszczenie browarów

W Polsce pierwszy zapisany w księgach proces odbył się w Waliszewie pod Poznaniem. W 1511 roku na stosie spłonęła kobieta oskarżona o zniszczenie lokalnych browarów. Trudno oszacować, ile kobiet zginęło w czasach, kiedy chętnie rozpalano stosy. Szacuje się, że mogło ich być kilka tysięcy. Tragiczny, ale i uważany za ostatni w naszym kraju, proces odbył się w niedalekim Doruchowie. - Tam skazano 14 kobiet, choć wielu uważa, że liczba jest przesadzona, a nawet, że samo zdarzenie jest zmyślone. W każdym razie, jak podają kroniki, w 1775 roku przed tamtejszym sądem stanęły niewiasty, z których kilka zmarło już w czasie przesłuchań. Reszta spłonęła na stosie – opowiadał w czasie „Kulturalnej Środy” Piotr Sobolewski (naz dj.).

Ten proces miał być przyczynkiem do wprowadzenia zakazu skazywania za czary w naszym kraju.

W Kaliszu pierwszy proces o czary odbył się w 1580 roku. Oskarżono dwie kobiety – Zofię z Łekna i Barbarę z Radomia - wędrowne złodziejki i prostytutki, które rzuciły na siebie podejrzenie, ponieważ nosiły przy sobie ziołowe amulety. Pierwszą oczyszczono z zarzutów, druga w czasie procesu przyznała się do czarów, wzywała nawet diabła, za co została skazana na śmierć.  

- 4 lata później z czarów musiała tłumaczyć się Elżbieta z Tyńca. Podpatrzono, że swoje krowy myje w rzece, a te jak stwierdzono dzięki temu dają więcej mleka. Wyrokiem sądu musiała opuścić miasto. W 1587 roku o czary i kradzież została oskarżona przez swojego pana Małgorzata z Chmielnika. Kobieta przyznała się do drugiego czynu, ponieważ dowiedziała się, że pan nie chce jej zapłacić za ostatnie pół roku pracy -  wyjaśnił Piotr Sobolewski.

Małgorzata z Chmielnika została skazana na chłostę. Przed sąd stawiali też swoje żony mężowie. Powód to zdrada i oczywiście czary, które raczej były ziołolecznictwem. W annałach odnotowano taką sprawę z udziałem Apolonii Porwitowej z Glinek. Nie było jednak mowy o diable, magii czy sabatach.

Inaczej stało się w przypadku kobiet z Kucharek. - Wszystko działo się w 1613 roku. Na pierwszy ogień poszła Dorotka z Siedlikowa, którą oskarżono o rzucenie czaru na Macieja Gorczyce. Kobieta przyznała się do tego i jeszcze kilku innych występków oraz obcowania z diabłami. Przy okazji wydała swoją przyjaciółkę Magdę Młynarkę, która pod wpływem czarów opowiedziała o swoich kontaktach z diabłem – przypomniał Sobolewski.

Jest też przypadek pożaru miasta, o którego wywołanie posądzono Reginę Dereciową ze Stawiszyna. Kobietę spalono na stosie. Do tego dochodzą Gierusza Klimerzyna czy Regina Organiścina. Kalisz miał też swój nawiedzony dom, w którym straszyło w dzień i w nocy, a duch był nasłany na „szlachetnych” Midalskich.

Żeby uczestnicy środowego spotkania w Komodzie nie zostali w niedosycie, na koniec spowił ich gęsty dym, a oczom ukazało się prawdziwe oskarżenie o czary i proces. Uczniowie z Zespołu Szkół nr 10 w Kaliszu z Koła Przyjaciół Biblioteki przypomnieli legendę spisaną przez Eligiusza Kor – Walczaka, która powstała po znalezieniu w krypcie oo. Jezuitów wśród męskich szkieletów również damskich szczątków. Według podania szkielet należał do córki kaliskiego kata, która oskarżona o czary uwolniła się z płomieni, a schronienie znalazła właśnie z zakonie.

AW, PS, zdjęcia AW


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama

Temperatura: 14°C Miasto: Kalisz

Ciśnienie: 1006 hPa
Wiatr: 28 km/h

OSTATNIE KOMENTARZE
Autor komentarza: k2 Treść komentarza: Pan inżynier Krzysztof Gałka jest najwybitniejszym kaliskim ekspertem z dziedziny drogownictwa. Dlatego wszystkie dotychczasowe próby zastąpienia pana inżyniera Krzysztofa Gałki, najwybitniejszego kaliskiego eksperta w dziedzinie drogownictwa, innym specjalistą miały katastrofalne następstwa, których można było uniknąć, gdyby pan inżynier Krzysztof Gałka, najwybitniejszy kaliski ekspert w dziedzinie drogownictwa, pozostawał na swoim stanowisku bez niepotrzebnych, szkodliwych przerw. Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że pan inżynier Krzysztof Gałka, najwybitniejszy kaliski ekspert w dziedzinie drogownictwa, jest specjalistą najlepiej przygotowanym do działania w warunkach naszej niezwykłej kaliskiej specyfiki. Wielu obserwatorów kaliskich inwestycji drogowych uporczywie dopytuje się o terminy ich zakończenia. Tymczasem w warunkach naszej niezwykłej kaliskiej specyfiki nie istnieje nic takiego jak termin zakończenia inwestycji drogowej. Kaliskie inwestycje drogowe nie są kończone w jakimś określonym terminie, ale wtedy, kiedy nadchodzi tego pora. I właśnie pan inżynier Krzysztof Gałka, najwybitniejszy kaliski ekspert w dziedzinie drogownictwa, nie tylko najlepiej, najbardziej dogłębnie, zbadał, poznał i zrozumiał charakter naszej niezwykłej kaliskiej specyfiki, ale także opracował i wdrożył zasady skutecznego działania w warunkach naszej niezwykłej kaliskiej specyfiki. Najważniejszą zasadą jest dążenie do maksymalnego skrócenia średniego czasu oczekiwania na nadejście pory zakończenia kaliskiej inwestycji drogowej zamiast bezsensownego czepiania się jakichś konkretnych terminów. To jest właśnie tajemnica sukcesu pana inżyniera Krzysztofa Gałki, najwybitniejszego kaliskiego eksperta w dziedzinie drogownictwa. Kiedy pana inżyniera Krzysztofa Gałkę, najwybitniejszego kaliskiego eksperta w dziedzinie drogownictwa, próbowano zastępować innymi specjalistami, to średni czas oczekiwania na nadejście pory zakończenia kaliskiej inwestycji drogowej wydłużał się dwu albo nawet trzykrotnie w porównaniu ze średnim czasem oczekiwania na nadejście pory zakończenia kaliskiej inwestycji drogowej za czasów pana inżyniera Krzysztofa Gałki, najwybitniejszego kaliskiego eksperta w dziedzinie drogownictwa. Po prostu inni specjaliści nie są w stanie pojąć naszej niezwykłej kaliskiej specyfiki ani działać skutecznie w jej warunkach, w przeciwieństwie do pana inżyniera Krzysztofa Gałki, najwybitniejszego kaliskiego eksperta w dziedzinie drogownictwa. Trzeba zatem starać się zmniejszyć siłę ciosu, jakim jest odejście pana inżyniera Krzysztofa Gałki, najwybitniejszego kaliskiego eksperta w dziedzinie drogownictwa. Zmiana będzie miała najmniej negatywny wpływ na średni czas oczekiwania na zakończenie kaliskiej inwestycji drogowej, kiedy p. inżynierowi Krzysztofowi Gałce, najwybitniejszemu kaliskiemu ekspertowi w dziedzinie drogownictwa, powierzy się wskazanie swojego następcy. Dlatego pan inżynier Krzysztof Gałka, najwybitniejszy kaliski ekspert w dziedzinie drogownictwa, powinien na zakończenie swojej działalności zostać przewodniczącym komisji konkursowej (choćby na zlecenie). Data dodania komentarza: 7.07.2026, 23:34 Źródło komentarza: 46 lat pracy dla drogownictwa. Krzysztof Gałka przechodzi na emeryturę Autor komentarza: Pucybut Treść komentarza: Już nie mogę się doczekać. Liczę na jakieś suweniry z dnia otwarcia. Na pewno będę! Data dodania komentarza: 7.07.2026, 23:10 Źródło komentarza: Prace konstrukcyjne zakończone. Tak powstaje nowa galeria Autor komentarza: Pucybut Treść komentarza: Bo młodzi nie mają w ogóle emerytury. Data dodania komentarza: 7.07.2026, 23:08 Źródło komentarza: Donieśli na dzieci, sprzedające lemoniadę. Tak zareagowali strażnicy Autor komentarza: Piwoniczanin Treść komentarza: Bezpośredni pociąg IC UZNAM wyjeżdża z Kalisza o 1.07 i o 6.39 jest w Świnoujściu. Można cały dzień się plażować i wsiąść o 21.33 w Świnoujściu i wysiąść w Kaliszu o 2.52. Data dodania komentarza: 7.07.2026, 22:42 Źródło komentarza: Nad Bałtyk bez przesiadek i w rekordowym czasie. To wakacyjna propozycja Kolei Wielkopolskich
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama