Tragiczna śmierć 20-letniej Julii Liegmann z Gdańska to – jak Biuro RPP przekazało Medonetowi – zaledwie wierzchołek znacznie poważniejszego problemu systemowego.
Prokuratura i Rzecznik Praw Pacjenta szukają odpowiedzi
Po śmierci kobiety sprawą zajęli się śledczy. Prokuratura Okręgowa w Gdańsku bada okoliczności leczenia 20-latki i ustala, czy mogło dojść do błędów wpływających na tragiczny finał.
Postępowanie prowadzone jest pod kątem narażenia pacjentki na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia oraz nieumyślnego spowodowania śmierci. Śledczy weryfikują, czy podczas leczenia i organizacji opieki nad pacjentką doszło do zaniedbań.
Sprawą Julii Liegmann zainteresował się też Rzecznik Praw Pacjenta. Z własnej inicjatywy – jak podał Medonet – wszczął postępowanie wyjaśniające w tej sprawie.
– Obecnie zgromadzony materiał dowodowy jest analizowany pod kątem naruszenia praw pacjenta i podjęcia dalszych działań – przekazał Medonetowi RPP.
Urosepsa po planowym zabiegu
Julia Liegmann została przyjęta do Szpitala św. Wojciecha w Gdańsku na zaplanowane kruszenie kamienia nerkowego. Miała być krótka hospitalizacja i szybki powrót do domu.
Kilka miesięcy wcześniej pacjentka leczyła się w tej samej placówce z powodu sepsy powiązanej z infekcją układu moczowego. Zostało to odnotowane w jej dokumentacji medycznej.
Wszystkie łóżka na oddziale były zajęte
Po kilku godzinach na oddziale stan kobiety zaczął się gwałtownie pogarszać. Pojawiły się dolegliwości i obfite wymioty z krwią.
Kondycja 20-latki szybko się pogarszała. Kobieta wymagała natychmiastowego przeniesienia na Oddział Intensywnej Terapii (OIT). Pojawiła się jednak przeszkoda – według szpitala wszystkie łóżka na tamtejszym oddziale były zajęte.
O godz. 15.50 zapadła decyzja o transporcie do placówki oddalonej o kilka kilometrów. To, co miało być zwykłą formalnością logistyczną, zamieniło się w długie godziny oczekiwania. Pacjentka trafiła na OIT dopiero o godz. 18.30 – po 8 godz. oczekiwania.
20-latka zmarła. Bezpośrednią przyczyną śmierci była urosepsa – stan, w którym drobnoustroje z dróg moczowych przenikają do krwiobiegu.
Dariusz Kostrzewa, prezes spółki Copernicus, do której należy gdański szpital, w rozmowie z Polsatem ocenił, że przyczyna śmierci pacjentki była „nie do przewidzenia na wcześniejszym etapie”, a podobne przypadki — jak stwierdził — zdarzają się od czasu do czasu.
Rzecznik Praw Pacjenta o dochowaniu należytej staranności
Jak powinna wyglądać ścieżka pacjenta i jego rodziny w sytuacji, gdy chory zgłasza się na SOR z niepokojącymi objawami, zostaje odesłany do domu, a następnie wraca do szpitala z sepsą? – Medonet zapytał Biuro Rzecznika Praw Pacjenta.
Rzecznik wyjaśnił, że „pacjent zgłaszający się na SOR z bólem, gorączką i wywiadem wskazującym np. na kamicę nerkową znajduje się w grupie ryzyka poważnych powikłań, w tym sepsy”, a personel medyczny „ma obowiązek przeprowadzić diagnostykę adekwatną do zgłaszanych objawów i oceny stanu klinicznego”.
Jeśli pacjent zostaje odesłany bez właściwego zabezpieczenia diagnostycznego lub bez jasnych zaleceń, a następnie wraca w stanie zagrożenia życia, „rodzi to pytanie o dochowanie należytej staranności przez podmiot leczniczy” — wskazał RPP. Każdą taką sytuację, jak podkreślono, należy oceniać indywidualnie.
Co może pacjent?
Co mogą zrobić bliscy, gdy pacjent nie przeżywa? Biuro RPP wyjaśnia, że w przypadku śmierci pacjenta „osoby mu bliskie mogą dochodzić zarówno roszczeń, jak i wyjaśnienia sprawy”. Rodzina ma możliwość złożenia skargi do RPP, zgłoszenia sprawy do prokuratury, a także dochodzenia roszczeń cywilnych — w tym zadośćuczynienia za krzywdę po stracie bliskiej osoby, odszkodowania lub renty.
A jeśli pacjent jest osobą samotną i nie ma nikogo bliskiego, kto mógłby walczyć o jego prawa”. W przypadku podejrzenia poważnych nieprawidłowości – odpowiada Rzecznik – „działania mogą zostać podjęte z własnej inicjatywy – zarówno przez RPP, jak i przez prokuraturę”. Niezależnie od tego, czy ktoś złoży formalną skargę.

Napisz komentarz
Komentarze