16-letnia Sandra, mieszkanka Gorzuch w gminie Szczytniki, uczennica kaliskiego "Gastronomika" kilka dni temu usłyszała druzgocącą diagnozę. Szkolna społeczność natychmiast ruszyła ze wsparciem. Do akcji pomocy dołączyć może każdy.
Dzisiaj, 13:54
Sandra ma 16 lat. Jest uczennicą Zespołu Szkół Gastronomiczno-Hotelarskich im. Janka Bytnara “Rudego”. Dobra, ambitna, uśmiechnięta. Taka, o której nauczyciele mówią: „ma przed sobą świetlaną przyszłość”.
Jeszcze chwilę temu jej największym zmartwieniem były sprawdziany i treningi. Kochała pole dance – wymagający sport, który uczy siły, wytrwałości i wiary w siebie. Wracała do domu z kolejnymi siniakami na nogach i ramionach. Nikt się nimi nie przejmował. „To od treningów” – mówiliśmy. Była w ciągłym ruchu, więc to wydawało się naturalne.
Z czasem jednak coś zaczęło się zmieniać.
Sandra jadła coraz mniej. Stała się blada. Zmęczona. Osłabiona. Przez tydzień powtarzała, że to pewnie przemęczenie – szkoła, treningi, codzienne obowiązki. Ale w końcu mama Sandry zdecydowała, że należałoby zrobić kontrolne badania krwi.
17 lutego 2026 roku świat zatrzymał się na zawsze.
Jeszcze rano była w domu. Jeszcze chwilę wcześniej siedziała przy stole z mamą i 11-letnim bratem Szymonem. Jeszcze kilka dni wcześniej planowała wakacje z Kacprem – swoim wspaniałym chłopakiem, z którym jest od ośmiu miesięcy. Mieli wyjechać razem, cieszyć się młodością, budować wspomnienia.
Jedno zdanie wypowiedziane przez lekarza zmieniło jej życie o 180 stopni. Najpierw podejrzenie. Najprawdopodobniej białaczka. W ciągu dwóch godzin z Kalisza została przetransportowana do Szpitala Klinicznego im. Karola Jonschera na oddział hematologii i onkologii w Poznaniu.
A potem przyszła diagnoza. Ostra białaczka limfoblastyczna B-ALL.
Ciepło rodzinnego domu w niewielkich Gorzuchach w gminie Szczytniki zamieniło się w chłód szpitalnych ścian. Zamiast śmiechu – cisza przerywana dźwiękiem aparatury. Zamiast planowania wyjazdu do Włoch w ramach programu Erasmus – planowanie kolejnych badań, biopsji, chemii.
Bo Sandra została wybrana na wymianę uczniowską do Włoch. Spośród wielu kandydatów. Bo jest bardzo dobrą uczennicą. Bo pracowała na to latami. To miała być nagroda za wysiłek, za ambicję, za serce wkładane w naukę.
Dziś jej jedyną podróżą jest droga między salą badań a szpitalnym łóżkiem.
Leczenie już się rozpoczęło. Pierwszy cykl chemioterapii trwa. Nikt nie potrafi jeszcze powiedzieć, co będzie dalej. Lekarze mówią o długich latach terapii. O wyczerpującej drodze.
Ale są dwie rzeczy, które wiemy na pewno.
Pierwsza – nie poddamy się. Sandra walczy dzielnie. Ma w sobie siłę, którą kiedyś budowała na treningach pole dance. Teraz ta siła jest jej tarczą. A my stoimy obok niej.
Druga – koszty będą rosły. Dojazdy do Poznania. Rehabilitacja. Suplementacja. Specjalistyczna dieta. Każdy wyjazd to kolejne wydatki. Każdy dzień leczenia to kolejne potrzeby. Wiele nie mieliśmy, ale też wiele nie potrzebowaliśmy. Dziś potrzebujemy pomocy. Bez niej nie jesteśmy w stanie normalnie funkcjonować.
Sandra przez trzy lata angażowała się w zbiórki Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Stała z puszką, wierząc, że dobro wraca. Dziś to dobro może wrócić do niej.
W domu czeka na nią 11-letni Szymon. Brat, który nie do końca rozumie, dlaczego siostra nagle zniknęła, dlaczego mama tak często płacze po cichu. Czeka też Kacper – chłopak, który zamiast planować wakacyjne zdjęcia, uczy się, jak wspierać ukochaną osobę w walce z nowotworem.
Sandra ma tylko 16 lat.
To nie jest wiek na onkologię. To wiek na pierwszą miłość, na podróże, na marzenia.Każde wsparcie, każda – nawet najmniejsza – wpłata jest dla nas jak lekka bryza bezpieczeństwa w huraganie tej śmiertelnej choroby. Dzięki Wam możemy choć na chwilę złapać oddech. Możemy skupić się na tym, co najważniejsze – na zdrowiu Sandry.
Przed nami długa i wyczerpująca droga. Ale wierzymy, że na jej końcu znów będzie światło.
Napisz komentarz
Komentarze