Raduchów- wioska widmo. Tak tę niewielką miejscowość w powiecie ostrowskim opisuje Google Maps. Aplikacja informuje też, że jest to atrakcja turystyczna – opuszczone, zapomniane miejsce, prawdziwa gratka dla fanów tzw. urbexu. To wieś, która niemal w całości została wysiedlona pod budowę przyszłego zalewu Wielowieś Klasztorna. Wiele gospodarstw zostało wykupionych przez Urząd Marszałkowski w Poznaniu już ponad 20 lat temu... i nic się nie dzieje. Inni żyją tu nadal.
Kilka domów w Raduchowie wciąż jest zamieszkanych. To ludzie, którzy nie sprzedali swojego majątku, albo ci, którym pozwolono tu zostać. Żyją, jak sami mówią, jakby czas się zatrzymał. Nie mogą doprosić się w gminie żadnych inwestycji, np. remontu drogi, bo po co remontować, skoro teren ma zostać zalany. Siedliska, w których pozostali ludzie są wyraźnie oznaczone tabliczkami typu „teren prywatny”, „zakaz wstępu” itp. Dlaczego?
"Boją się we własnych domach"Po jednej z ostatnich publikacji Faktów Kaliskich nt. życia mieszkańców na terenach przeznaczonych pod zalanie, swoje doświadczenia w tej sprawie opisała nam pani Magda.
Życie tych ludzi to gehenna, codziennie zastanawiają się czy ktoś do nich nie zapuka i nie powie, że mają się wyprowadzać, boją się we własnych domach robić remonty, bo nie wiedzą jak długo te domy będą ich – opisuje życie w Raduchowie czytelniczka Faktów Kaliskich.
Po co wysiedlili tych ludzi? W tych zawalających się dziś domach zdążyłoby się wychować jeszcze jedno pokolenie mieszkańców, a oni i tak ani o metr nie zbliżyli się do tej inwestycji? - mówi nam inna z mieszkanek Raduchowa.
Inwestycja na Prośnie zjada własny ogon i zatacza koło braku decyzyjności. Już w 2001 roku wydano decyzję o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu dla tego zbiornika. Ruszyły wykupy ziemi i wysiedlenia ludzi. Na potrzeby inwestycji wykupiono już 2/3 potrzebnych gruntów. Znaczną część tej ziemi kupił od rolników Samorząd Województwa Wielkopolskiego.
Teraz formalnie władze województwa przekażą te tereny spółce Wody Polskie. A chodzi o blisko 300 hektarów gruntów o wartości ponad 17 mln zł. O szczegółach tego procesu opowiadać ma na jutrzejszej konferencji prasowej wicemarszałek województwa wielkopolskiego.
Przekazanie ziemi przyszłemu inwestorowi było tylko formalnością, bo to nie samorząd będzie zajmować się budową zbiornika. O ile w ogóle do niego dojdzie. Proces bowiem tak mocno się wydłużył, że pierwsze decyzje administracyjne w tej sprawie straciły już ważność i procedura musiała ruszyć od nowa.
Warto zaznaczyć, że decyzje te utraciły ważność, dlatego konieczne jest przeprowadzenie nowych procedur administracyjnych – informuje Fakty Kaliskie Małgorzata Siepa, rzecznik prasowy spółki Wody Polskie z Poznania.
Konieczne jest ponowne wypracowanie odpowiednich dokumentów, przeprowadzenie analiz, uzyskanie zgód i opinii.
W celu realizacji przedsięwzięcia konieczne jest opracowanie pełnej dokumentacji projektowej, w tym: aktualizacji studium wykonalności, analizy hydrologicznej, dokumentacji projektowo-kosztorysowej oraz uzyskania wszystkich niezbędnych decyzji administracyjnych, w tym decyzji środowiskowych i wodnoprawnych co może skutkować korektą dotychczas przyjętych rozwiązań. Stąd o ostatecznej funkcjonalności i przyjętych rozwiązaniach będzie można mówić w trakcie prac nad dokumentacją – informuje nas pani rzecznik Wód Polskich.


Domy - widmo w Raduchowie
Z aktualnych opisów Wód Polskich można wnioskować, że jeśli w ogóle kiedyś dojdzie do jego budowy, to będzie to zbiornik od brzegu do brzegu zalany wodą.
Oprócz funkcji przeciwpowodziowej, zbiornik ma zapewniać zasilanie rzeki Prosny w okresach niskich przepływów, co jest istotne dla zaopatrzenia miasta w wodę oraz pozwoli na produkcję energii odnawialnej, szacowaną na około 3050 MWh rocznie. (…) Inwestycja ma odpowiadać potrzebom i wyzwaniom wobec skutków zmian klimatycznych m.in. przeciwdziałania długotrwałym suszom i niedoborom wody, które występują na południu Wielkopolski, obszarze charakteryzującym się jednym z największych w kraju deficytów wodnych – informuje nas Małgorzata Siepa.
Nieoficjalnie lokalni pracownicy spółki Wody Polskie mówią, że temat przez ostatnie dekady posunął się tak daleko, że nikt nie odważy się dziś powiedzieć, że zbiornika w ogóle nie będzie, bo w przeciwnym razie po, co te wszystkie wykupy ziem i wysiedlanie ludzi. Z drugiej strony, niezależnie od tego czy zbiornik będzie suchy czy mokry i tak nie ma na jego budowę pieniędzy. Najtaniej i najłatwiej jest więc tak budować, by nie zbudować, a procedury formalne i rozrysowywanie kolejnych map kosztują niewiele. W cieniu kolejnych debat, i medialnych i eksperckich, życie w Raduchowie jeszcze się tli.

Proces powstawania zbiornia Wielowieś Klasztorna dobrze symbolizuje tytuł książki pozostawionej 20 lat temu przez wysiedlonych stąd ludzi: „Droga przez mękę”.
PRZECZYTAJ TAKŻE:




























Napisz komentarz
Komentarze