Reklama
środa, 1 kwietnia 2026 09:05
Reklama
Reklama
Reklama

Wyłudzenie czy podwyżka? Księgowa z Kalisza wypłaciła sobie z konta firmy 4,5 miliona złotych!

Wyłudziła czy może wypłaciła pieniądze za wiedzą i zgodą właściciela? Na takie pytanie musi odpowiedzieć sąd, przed którym ruszył właśnie proces 38-letniej Agnieszki O. z Kalisza. Kobieta, która przez ponad 10 lat pracowała jako księgowa, jest oskarżona o przywłaszczenie ponad 4,5 mln złotych należących do firmy, w której była zatrudniona. Tak uważa właściciel i prokuratura. Sama oskarżona tłumaczyła na pierwszej rozprawie, że przelewy były częścią jej niewykazywanego w dokumentach wynagrodzenia i była na nie zgoda przełożonego. Kobiecie grozi 10 lat więzienia.
Wyłudzenie czy podwyżka? Księgowa z Kalisza wypłaciła sobie z konta firmy 4,5 miliona złotych!

Kobieta z firmą z Gałązek Wielkich w powiecie ostrowskim związała się w 2002 roku. Według śledczych w 2006 roku zaczęła przelewać pieniądze należne kontrahentom spółki na własne konto. Przez 10 lat miała wykonać 240 takich operacji na kwoty od 18 tysięcy do ponad 1 miliona 600 tysięcy złotych. - Oskarżona przedstawiała dowody na to, że przekazała świadczenia na rzecz wielu przedsiębiorców wymienionych w akcie oskarżenia, podczas gdy te kwoty przekazywane były na jej własny rachunek – mówił w czwartek, podczas pierwszej rozprawy w kaliskim sądzie, prokurator Maciej Antczak.

Obiecana podwyżka?

Na konto Agnieszki O. przez ten czas miało trafić ponad 4,5 miliona złotych. Kobieta przyznała, że dokonywała przelewów, ale za zgodą swojego pracodawcy, który miał wgląd we wszystkie dokumenty. Pieniądze, które zamiast do kooperatorów przedsiębiorstwa trafiały do księgowej miały być częścią jej wynagrodzenia niewykazywanego w oficjalnych dokumentach. Miała to być m.in. obiecana jej po urlopie macierzyńskim podwyżka. Jak twierdzi oskarżona, pracodawca chciał w ten sposób zachęcić ją, by wróciła do firmy. W firmie oficjalnie wszyscy pracują na najniższej krajowej. Resztę wynagrodzenia mają wypłacane w różny sposób. Najczęściej do ręki – dowodziła przed sądem Agnieszka O. - Wielokrotnie rozmawialiśmy na temat podwyżki. Kiedy przejmowałam całą księgowość to nawet na umowie nie dostałam stanowiska główna księgowa, tylko księgowa, bo (szef – dop. aut.) zdawał sobie sprawę, że za 2 tysiące nikt nie uwierzy w to, że główna księgowa pracowała za takie pieniądze. Miałam obiecane wyższe wynagrodzenie i odbywało się to właśnie poprzez te przelewy. A wyciągi bankowe, na których były te pieniądze wykazywane, przychodziły bezpośrednio do rąk pana Kazimierza.

Prokuratura nie ma wątpliwości, że księgowa działała niezgodnie z prawem

Jak mógł nie zauważyć?

Według obrońcy Agnieszki O. kobieta nie była świadoma, że dokonywane przez nią przelewy są niezgodne z prawem. Twierdzi, że 38-latka uznawała je za część należnego jej wynagrodzenia, a formę takiej wypłaty miała mieć uzgodnioną z pracodawcą. - Oskarżona i pokrzywdzony współpracowali ze sobą przez ponad 10 lat. I w momencie kiedy ta współpraca się zakończyła, objawiły się roszczenia karno – prawne ze strony pokrzywdzonego, który obecnie uważa, że został oszukany – mówił mecenas Piotr Miniecki. - W jego odczuciu nie wiedział o wszystkich operacjach na rachunkach firmy. Chodzi o bardzo dużą kwotę i trudno uwierzyć w to, że tak suma wydostała się z firmy bez wiedzy właściciela.

Jak to możliwe, że pracodawca Agnieszki O. nie zauważył przez 10 lat, że z konta jego firmy znikają tak ogromne kwoty pieniędzy? Przed rozprawą tłumaczył, że przy obrocie takimi sumami trudno się zorientować. - Jak się ma tysiąc złotych i z tysiąca się przepije sto to się zauważy. Ale z dziesięciu tysięcy tysiąc - to się nie zauważy – mówił przed rozprawą Kazimierz Orłowski, u którego do połowy ubiegłego roku pracowała Agnieszka O. - Zaczęło się od Urzędu Skarbowego i informacji, że podatki nie są płacone na czas. Były przysyłane pisma, wezwania do zapłaty, ale ja nigdy ich nie otrzymałem. Za każdym razem księgowa jeździła do urzędu i wyjaśniała sprawę. Nie wiem dlaczego tak robiła, skoro pieniądze były w firmie.

Sprawą księgowej, oprócz organów ścigania, zajmował się także detektyw Krzysztof Rutkowski.

Deklaruje, że wszystko zwróci

Prokuratura, po zatrzymaniu Agnieszki O. zabezpieczyła jej majątek, jednak jest on mniejszy niż kwota, którą ta miała wyłudzić. Według zeznań kobiety pieniądze poszły na bieżące wydatki. 38-latka przeprosiła w czasie rozprawy byłego pracodawcę mówiąc, że jeśli przekroczyła swoje uprawnienia bez jego wiedzy to zrobiła to nieświadomie. Zadeklarowała też, że jest w stanie oddać całą kwotę, przelewając na konto firmy, z którą była związana przez ponad 10 lat po 15 tysięcy miesięcznie.

AW, zdjęcia autor


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
pochmurnie

Temperatura: 4°C Miasto: Kalisz

Ciśnienie: 1025 hPa
Wiatr: 12 km/h

OSTATNIE KOMENTARZE
Autor komentarza: plTreść komentarza: Wystarczy wejść do pierwszej lepszej Biedronki i można takich kwiatków znaleźć dziesiątki . Ceny produktów metr dalej od produktu , ceny za produkty na najwyższych półkach do których nie dosięgniemy zasłonięte produktami itp.Data dodania komentarza: 1.04.2026, 05:46Źródło komentarza: Tak nas robią na cenach. Klienci nie wiedzieli, ile zapłacąAutor komentarza: Robert KubicaTreść komentarza: Cały dzisiejszy WORD do wymiany kadry!!! Oblewają na egzaminach wszystkich za byle co, za najechanie na linie, za zbyt długą jazdę lewym pasem itp. Z egzaminem z umiejętności jazdy i przepisów nie ma ta instytucją nic wspólnego. Kursanci po kilka razy podchodzą do testów i po kilkanaście razy do egzaminów z jazdy. Oblewają byle by tylko kursant opłacił kolejny egzamin. I podpowiem jeszcze mały myk, nie wolno opłacać razem na jeden termin i godzinę obu egzaminów na raz, ponieważ jak nie zdacie testów to opłacony egzamin z jazdy na ten dzień przepada i trzeba płacić na nowo, a to jest 230 zł za sama jazdę więc szkoda tracić. Trzeba wybierać i opłacać dwa terminy.Data dodania komentarza: 1.04.2026, 05:42Źródło komentarza: Koniec „jazdy na tyczki”. Z egzaminu znika plac manewrowy?Autor komentarza: "Z"Treść komentarza: Mogli zabrać swoich ziomków do domu. Tam u nich nic się nie dzieje mogą i powinni wracać i to szybko.Data dodania komentarza: 31.03.2026, 23:45Źródło komentarza: Gigantyczny samolot nad Kaliszem. „Historyczny moment”Autor komentarza: PiwoniczaninTreść komentarza: Zdawałem na początku 1977 roku według starego systemu : egzamin ustny + jazda po mieście . Nie było żadnego placu . Egzamin odbywał się w budynku parafii św. Gotarda , bo tam mieścił się LOK. Tam placu żadnego nie było . W trakcie egzaminu m. in. parkowałem pod Komendą Wojewódzką MO przy Kordeckiego . Nie był to łatwy samochód : stary Żuk z biegami przy kierownicy i sprzęgłem zużytym do granic wytrzymałości. Spowodowanych wypadków : zero. To nie kursy na prawo jazdy i egzaminy kształtują bezpieczeństwo na drogach . Najważniejsze jest przestrzeganie przepisów , trzeźwość i zdrowy rozsądek . Co z tego , że ktoś zda idealnie test , plac , ronda , przepuszczania pieszych , parkowania przodem i tyłem , ruszania pod górkę itd. skoro zaraz po otrzymaniu prawka zachowuje się na drodze jak pijany zając albo agresywny kibol.Data dodania komentarza: 31.03.2026, 21:25Źródło komentarza: Koniec „jazdy na tyczki”. Z egzaminu znika plac manewrowy?
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama