Reklama
środa, 1 kwietnia 2026 10:59
Reklama
Reklama
Reklama

Rzeźnik z Lipowej - zbrodnia, która wstrząsnęła Kaliszem

Widok, jaki w jednym z mieszkań przy ul. Lipowej zastali pracownicy pogotowia, a później policjanci mógłby być wytworem chorej wyobraźni autora wyjątkowo drastycznego thrillera. Ale był przerażająco rzeczywisty, przyprawiający o drżenie nóg nawet najbardziej zaprawionych w boju funkcjonariuszy. Trudno wyobrazić sobie, że człowiek jest zdolny do takiego okrucieństwa. W ramach cyklu poświęconego najgłośniejszym zbrodniom ostatnich lat przypominamy zabójstwo, do którego doszło dokładnie 8 lat temu - w listopadzie 2008 r.
Rzeźnik z Lipowej - zbrodnia, która wstrząsnęła Kaliszem

Informację o leżących w mieszkaniu zwłokach młodej kobiety policja odebrała w 28 listopada 2008 r. około godz. 23.00. Na miejscu znajdowała się karetka pogotowia, ale lekarz nie miał tu nic do roboty, poza formalnym stwierdzeniem zgonu.

Ciało 35-letniej Katarzyny B. znajdowało się na progu między kuchnią a dużym pokojem. Pomieszczenie tonęło we krwi. I w tym wszystkim ON. 36-letni Hubert L. był spokojny, opanowany, nie próbował stawiać oporu. Funkcjonariusze nie mają wątpliwości, że był mocno pijany. Nie zgodził się jednak na poddanie badaniu.

Śmiertelna cisza

Horror rozegrał się w piątkowy wieczór pod nieobecność właścicielki mieszkania, matki Katarzyny B.; kilka godzin wcześniej zabrało ją pogotowie.  – W pewnym momencie przybiegł do nas 13-letni syn Kasi i powiedział, że babcia źle się czuje i trzeba zadzwonić po pogotowie. Był z nią wtedy sam w domu – opowiadała jedna z sąsiadek. – Ponieważ lekarz stwierdził, że trzeba do szpitala, zadzwoniłam do Kasi do pracy i powiedziałam jej, że matkę zabrali. Z tego co wiem, odwiedziła ją po południu.

Miała tam jechać z bratem i konkubentem. Po powrocie ze szpitala – jak wynika z relacji chłopca - Katarzyna i jej towarzysz spożywali alkohol. W tym czasie 13-latek grał na komputerze, mając na uszach słuchawki. Nie słyszał kompletnie nic.  – Był wieczór, więc gdyby krzyczała, gdyby doszło tam do jakiejś awantury, pewnie byłoby słychać – dziwił się jeden z mieszkańców kamienicy. – Ale tam zawsze było cicho, nigdy się nie kłócili. Wszyscy zachodzimy w głowę, co też się mogło stać…

Około 23.00 chłopiec wyszedł ze swojego pokoju, napotykając zmasakrowane ciało matki i siedzącego obok ojca. Cofnął się gwałtownie i zachowując trzeźwość umysłu, a może działając pod wpływem szoku, wykręcił numer alarmowy 999 i poinformował dyspozytorkę, że mama leży we krwi. Kilka minut później musiał wyjść ponownie, by wpuścić do mieszkania ekipę pogotowia. Nie sposób wyobrazić sobie, co działo się w jego głowie, gdy mijał zwłoki kobiety leżące w kałuży krwi.

Przerażająca zbrodnia

Nawet śledczy z wieloletnim doświadczeniem, tacy, co to niejedno okrucieństwo widzieli w swoim życiu, nie ukrywają, że z tego rodzaju zbrodnią spotkali się po raz pierwszy. Zbrodnią z jednej strony tak przerażającą, z drugiej – zagadkową; sekcja zwłok nie wykazała, aby przed śmiercią, która z pewnością nie nadeszła od razu, Katarzyna B. został ogłuszona czy podduszona. Dlaczego więc nie krzyczała?

 

Do zabójstwa doszło za tymi dzrzwiami

Prokuratura nigdy nie zdradziła dokładnego przebiegu zabójstwa z uwagi na szczególną drastyczność tego czynu. Wiadomo jednak, że mężczyzna, używając noża, zadał kobiecie rany cięte, a następnie wyciągnął na zewnątrz wnętrzności swojej partnerki. Kaliszanka zmarła na skutek wykrwawienia. Trudno sobie wyobrazić, w jak straszliwych męczarniach.

Normalna rodzina

Szok sąsiadów, otoczenia, śledczych był tym większy, że Katarzyna B. i Hubert L. uchodzili za tzw. normalną rodzinę. Może nie wzorową, ale na pewno zgodną. Huber L. święty nie był; przesiedział w wiezieniu łącznie 3,5 roku, skazywany m.in. za włamania, ciężkie uszkodzenie ciała i podpalenie kilka lat wcześniej dworca PKS. Ale te zachowania wydawały się być przeszłością. W ostatnim czasie nie wchodził w konflikty z prawem. – Wie pani, wypić lubili, ale jak każdy. W życiu ani jej, ani jego pijanych nie widziałam – mówiła jedna z napotkanych przed bramą sąsiadek. – Nigdy też nie było słychać, żeby się kłócili. Wręcz przeciwnie.  Pamiętam, jak on drewno rąbał na opał, bo my tu piece kaflowe mamy, a ona podchodziła do niego i mówiła: Kotku, obiad gotowy.

Według policji, para nie należała do tzw. marginesu społecznego. Postrzegana była pozytywnie również w roli rodziców. 13-letni wówczas syn Katarzyny, dziecko z pierwszego małżeństwa, do Huberta L. zwracał się „tatusiu”. Para miała wspólnie 6-letnią wtedy córkę, która uwielbiała swojego ojca (w dniu, kiedy doszło do zbrodni, przebywała u babci).  – Czasami jak z nią do sklepu wchodził i o coś tam płakała, zawsze jej batonika czy zabawkę kupił. Normalny był, grzeczny - mówiła sprzedawczyni z pobliskiego spożywczaka.

Przez kilka lat poprzedzających zbrodnię Hubert pracował w Anglii. Wrócił, bo jak opowiadał jego rezolutny pasierb „wartość funta spadłą i przestało się tam opłacać”. Trochę grosza jednak zarobił, bo wystarczyło i na zakup samochodu, i na kapitalny remont mieszkania. A i wakacyjnych wyjazdów nigdy dzieciom nie brakowało. Jeździli razem nad wodę, a syna to i do Anglii zabrał na kilka dni – mówiła znajoma ofiary. – Zgodnie żyli, kochali się i szanowali. Nigdy nie widziałam, żeby rękę czy choćby głos na Kasię poniósł.

Zbrodnia i kara

Prokuratura oskarżyła mężczyznę o dokonanie zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem, ale ostatecznie został skazany jedynie za zabójstwo. Groziło mu dożywocie. 17 czerwca 2010 r. Sąd Okręgowy w Kaliszu skazał Huberta L. na 25 lat pozbawienia wolności, zaliczając mu na poczet kary czas spędzony w areszcie od listopada 2008 r.

MIK, fot. arch.


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
pochmurnie

Temperatura: 6°C Miasto: Kalisz

Ciśnienie: 1025 hPa
Wiatr: 13 km/h

OSTATNIE KOMENTARZE
Autor komentarza: plTreść komentarza: Wystarczy wejść do pierwszej lepszej Biedronki i można takich kwiatków znaleźć dziesiątki . Ceny produktów metr dalej od produktu , ceny za produkty na najwyższych półkach do których nie dosięgniemy zasłonięte produktami itp.Data dodania komentarza: 1.04.2026, 05:46Źródło komentarza: Tak nas robią na cenach. Klienci nie wiedzieli, ile zapłacąAutor komentarza: Robert KubicaTreść komentarza: Cały dzisiejszy WORD do wymiany kadry!!! Oblewają na egzaminach wszystkich za byle co, za najechanie na linie, za zbyt długą jazdę lewym pasem itp. Z egzaminem z umiejętności jazdy i przepisów nie ma ta instytucją nic wspólnego. Kursanci po kilka razy podchodzą do testów i po kilkanaście razy do egzaminów z jazdy. Oblewają byle by tylko kursant opłacił kolejny egzamin. I podpowiem jeszcze mały myk, nie wolno opłacać razem na jeden termin i godzinę obu egzaminów na raz, ponieważ jak nie zdacie testów to opłacony egzamin z jazdy na ten dzień przepada i trzeba płacić na nowo, a to jest 230 zł za sama jazdę więc szkoda tracić. Trzeba wybierać i opłacać dwa terminy.Data dodania komentarza: 1.04.2026, 05:42Źródło komentarza: Koniec „jazdy na tyczki”. Z egzaminu znika plac manewrowy?Autor komentarza: "Z"Treść komentarza: Mogli zabrać swoich ziomków do domu. Tam u nich nic się nie dzieje mogą i powinni wracać i to szybko.Data dodania komentarza: 31.03.2026, 23:45Źródło komentarza: Gigantyczny samolot nad Kaliszem. „Historyczny moment”Autor komentarza: PiwoniczaninTreść komentarza: Zdawałem na początku 1977 roku według starego systemu : egzamin ustny + jazda po mieście . Nie było żadnego placu . Egzamin odbywał się w budynku parafii św. Gotarda , bo tam mieścił się LOK. Tam placu żadnego nie było . W trakcie egzaminu m. in. parkowałem pod Komendą Wojewódzką MO przy Kordeckiego . Nie był to łatwy samochód : stary Żuk z biegami przy kierownicy i sprzęgłem zużytym do granic wytrzymałości. Spowodowanych wypadków : zero. To nie kursy na prawo jazdy i egzaminy kształtują bezpieczeństwo na drogach . Najważniejsze jest przestrzeganie przepisów , trzeźwość i zdrowy rozsądek . Co z tego , że ktoś zda idealnie test , plac , ronda , przepuszczania pieszych , parkowania przodem i tyłem , ruszania pod górkę itd. skoro zaraz po otrzymaniu prawka zachowuje się na drodze jak pijany zając albo agresywny kibol.Data dodania komentarza: 31.03.2026, 21:25Źródło komentarza: Koniec „jazdy na tyczki”. Z egzaminu znika plac manewrowy?
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama