Reklama
środa, 1 kwietnia 2026 09:03
Reklama
Reklama
Reklama

Omal nie zabił ochroniarza i współwięźnia, bo słyszy głosy ZDJĘCIA

Słyszy głosy, które każą mu atakować innych. Często zadaje sobie ból, dlatego do sądu został przyprowadzony w specjalnym ochraniaczu na głowie, który uniemożliwia zrobienie krzywdy osobom w sąsiedztwie. A bywa groźny, co pokazały wydarzenia z początku tego roku. Paweł W., w jednym z kępińskich salonów gier, zaatakował ochroniarza. Tak długo katował mężczyznę, aż ten stracił przytomność. Przed kaliskim sądem 33-latek odpowiada za usiłowanie morderstwa w recydywie.
Omal nie zabił ochroniarza i współwięźnia, bo słyszy głosy ZDJĘCIA

Wszystko miało miejsce 31 stycznia tego roku. Paweł W. poszedł do salonu gier przy ul. Solidarności w Kępnie. Jak przyznał w czasie przesłuchania, często grywał na automatach. Kiedy nie miał pieniędzy lubił popatrzeć, jak inni czekają na wygraną.

Tego dnia w salonie był tylko ochroniarz, 48-letni Mirosław K. Oskarżony wszedł do lokalu i zapalił papierosa. – Podszedł do mnie ochroniarz i powiedział, że mam wyjść . Chciałem tylko trochę postać, ogrzać i sam bym wyszedł – tłumaczył w śledztwie Paweł W. W środę jego zeznania odczytano w sądzie. – Wyciągnął telefon. Zaczął do kogoś dzwonić. Straszył mnie. Nie rozumiałem do końca, o co mu chodzi. Próbowałem mu tłumaczyć, że jak drzwi są otwarte to do lokalu każdy może wejść. On dzwonił do jakiś ludzi i mówił, żeby przyszli mu pomóc mnie wyrzucić. Wyglądało to tak, jakby chciał mnie zastraszyć. Po chwili poszedł na zaplecze po siekierę. Nic z nią nie robił, ale trzymał w ręku i zapytał :„Co, teraz nie wyjdziesz?”.

„Biłem go pięściami, rzuciłem o ścianę”

Paweł W. opuścił lokal. Zadzwonił nawet na policję i zgłosił, że mu grożono. Poczekał na funkcjonariuszy. Kiedy ci przyjechali powiedział, co się stało i wrócił do mieszkania kolegi, u którego pomieszkiwał.

Ponieważ był zły napił się ze współlokatorem, któremu opowiedział o całym zajściu. Kiedy został sam zaczął się zastanawiać, czy mundurowi faktycznie poszli do salonu i porozmawiali z ochroniarzem. Nabrał tak dużych wątpliwości, że sam postanowił wymierzyć sprawiedliwość. A raczej sprawić, że ochroniarz go popamięta.

33-latek wiedział, że w lokalu są dwie kamery, dlatego założył bluzę z kapturem, twarz zasłonił kawałkiem materiału. Kiedy ponownie wszedł do salonu Mirosław K. leżał na kanapie. – Chciałem mu przywalić za to, że wyszedł do mnie z tą siekierą. Nikomu nie powiedziałem, co zamierzam - zeznawał. - Od razu podszedłem do K. i zacząłem go bić rękoma. Dłonie miałem zaciśnięte w pięści. On na początku próbował się bronić, ale walnąłem go z kolana w głowę, bo tak się obrócił. Nie zdołał wstać z łóżka, bo cały czas go obkładałem pięściami. Biłem go najbardziej po głowie, ale jak trafiłem gdzieś indziej to też dostał. Nie umiem powiedzieć, ile razy dostał. Rzuciłem go też o ścianę.

Katowany ochroniarz prosił, by oprawca przestał go bić. Jednak 33-latek nie reagował. Chciał, by mężczyzna zapamiętał, że „tak, jak go potraktował z tą siekierą, to się nie robi” – zeznał po zatrzymaniu oskarżony.

Prawie umarł

Kiedy już skończył, pobity 48-latek bezwładnie opadł na podłogę. Napastnik nie sprawdził, czy ten żyje i opuścił salon gier.

Dzień później został zatrzymany przez policję. Przyznał się do pobicia i tego samego dnia usłyszał zarzut uszkodzenia ciała. Później kwalifikację czynu zmieniono na usiłowanie morderstwa. Ochroniarz, którego pobił Paweł W. doznał obrażeń głowy, twarzy oraz żeber. Według lekarzy został tak ciężko pobity, że mógł tego nie przeżyć.

W środę przed kaliskim sądem Paweł W. podtrzymał wcześniejsze zeznania. Dodał, że nie chciał zabić, a jedynie dać nauczkę ochroniarzowi. Obecnego na sali sądowej Mirosława K. przeprosił. Mówił też, że już wcześniej napisał list do mężczyzny, ale nie pozwolono mu go wysłać.

Słyszy głosy i widzi rzeczy, których nie ma

33-latek wcześniej był już karany za rozbój, włamanie i kradzieże.  W marcu 2015 roku wyszedł z więzienia warunkowo. Mieszkał i pracował w Kępnie. Przyznał, że od dawna ma problemy emocjonalne. Często słyszy dziwne głosy i widzi rzeczy, których nie ma.

W czasie odsiadywania poprzedniej kary kawałkiem szkła z wybitej szyby zaatakował współwięźnia, bo wyobraził sobie, że ten jest kanibalem i chce go zjeść. Próbował podciąć mu gardło. Wtedy trafił do szpitala psychiatrycznego w Łodzi.

Cały czas jest pod kontrolą lekarza i zażywa leki psychotropowe. Często też okaleczał samego siebie, m.in. uderzając głową w ścianę, dlatego na pierwszą sprawę został przyprowadzony w specjalnym ochraniaczu na głowie.

AW, fot. autor


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
pochmurnie

Temperatura: 3°C Miasto: Kalisz

Ciśnienie: 1025 hPa
Wiatr: 10 km/h

OSTATNIE KOMENTARZE
Autor komentarza: plTreść komentarza: Wystarczy wejść do pierwszej lepszej Biedronki i można takich kwiatków znaleźć dziesiątki . Ceny produktów metr dalej od produktu , ceny za produkty na najwyższych półkach do których nie dosięgniemy zasłonięte produktami itp.Data dodania komentarza: 1.04.2026, 05:46Źródło komentarza: Tak nas robią na cenach. Klienci nie wiedzieli, ile zapłacąAutor komentarza: Robert KubicaTreść komentarza: Cały dzisiejszy WORD do wymiany kadry!!! Oblewają na egzaminach wszystkich za byle co, za najechanie na linie, za zbyt długą jazdę lewym pasem itp. Z egzaminem z umiejętności jazdy i przepisów nie ma ta instytucją nic wspólnego. Kursanci po kilka razy podchodzą do testów i po kilkanaście razy do egzaminów z jazdy. Oblewają byle by tylko kursant opłacił kolejny egzamin. I podpowiem jeszcze mały myk, nie wolno opłacać razem na jeden termin i godzinę obu egzaminów na raz, ponieważ jak nie zdacie testów to opłacony egzamin z jazdy na ten dzień przepada i trzeba płacić na nowo, a to jest 230 zł za sama jazdę więc szkoda tracić. Trzeba wybierać i opłacać dwa terminy.Data dodania komentarza: 1.04.2026, 05:42Źródło komentarza: Koniec „jazdy na tyczki”. Z egzaminu znika plac manewrowy?Autor komentarza: "Z"Treść komentarza: Mogli zabrać swoich ziomków do domu. Tam u nich nic się nie dzieje mogą i powinni wracać i to szybko.Data dodania komentarza: 31.03.2026, 23:45Źródło komentarza: Gigantyczny samolot nad Kaliszem. „Historyczny moment”Autor komentarza: PiwoniczaninTreść komentarza: Zdawałem na początku 1977 roku według starego systemu : egzamin ustny + jazda po mieście . Nie było żadnego placu . Egzamin odbywał się w budynku parafii św. Gotarda , bo tam mieścił się LOK. Tam placu żadnego nie było . W trakcie egzaminu m. in. parkowałem pod Komendą Wojewódzką MO przy Kordeckiego . Nie był to łatwy samochód : stary Żuk z biegami przy kierownicy i sprzęgłem zużytym do granic wytrzymałości. Spowodowanych wypadków : zero. To nie kursy na prawo jazdy i egzaminy kształtują bezpieczeństwo na drogach . Najważniejsze jest przestrzeganie przepisów , trzeźwość i zdrowy rozsądek . Co z tego , że ktoś zda idealnie test , plac , ronda , przepuszczania pieszych , parkowania przodem i tyłem , ruszania pod górkę itd. skoro zaraz po otrzymaniu prawka zachowuje się na drodze jak pijany zając albo agresywny kibol.Data dodania komentarza: 31.03.2026, 21:25Źródło komentarza: Koniec „jazdy na tyczki”. Z egzaminu znika plac manewrowy?
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama