Reklama
piątek, 16 października 2026 12:49
Reklama
Reklama

Prezydent zawetował zmianę Kodeksu wyborczego, bo obecny jest dla PiS korzystniejszy

Karol Nawrocki ma już na koncie 48 zawetowanych ustaw. Ostatnio zablokował trzy naraz. Jedno z wet może mieć szczególne znaczenie w wyborach parlamentarnych 2027.
Prezydent zawetował zmianę Kodeksu wyborczego, bo obecny jest dla PiS korzystniejszy

Źródło: ChatGPT / screen X / sejm.gov.pl

Prezydent odmówił w czwartek podpisania nowelizacji Kodeksu wyborczego, ustawy dotyczącej reklamy politycznej oraz przepisów o wykonywaniu orzeczeń Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Jak wylicza „Fakt”, licznik wet Karola Nawrockiego wzrósł tym samym do 48.

Największe polityczne emocje wywołuje jednak pierwsza z tych decyzji. Zawetowana nowelizacja miała bowiem doprowadzić do dostosowania liczby posłów wybieranych w poszczególnych okręgach do zmian demograficznych. A te w ostatnich latach działają na niekorzyść terenów, na których mocne jest PiS.

„Kuglowania wyborami nie będzie”

Nawrocki przekonuje, że nie powinno się dokonywać tak istotnych zmian na rok przed wyborami parlamentarnymi. Skrytykował również pomysł, aby liczba mandatów wynikała z mechanizmu opartego na danych demograficznych i była określana przez Państwową Komisję Wyborczą.

– Zamiast jasnego zapisania podziału mandatów, w ustawie wprowadzono mechanizm przesuwania mandatów między okręgami w drodze urzędniczego obwieszczenia Państwowej Komisji Wyborczej – argumentował prezydent.

Następnie przeszedł już do języka czysto politycznego. Stwierdził, że proponowane zmiany są „wyrazem nerwowości rządzących” przed wyborami i zakończył: „Kuglowania wyborami nie będzie”.

Za tym ostrym określeniem kryje się jednak bardzo konkretny polityczny kontekst. Zawetowany mechanizm był dla PiS generalnie mniej korzystny niż pozostawienie obecnego podziału mandatów.

Polska się przeprowadziła, mandaty zostały

Problem jest znany od lat. Liczba posłów przypisana poszczególnym okręgom nie nadąża za zmianami demograficznymi.

Mniejsze miasta i część terenów powiatowych tracą mieszkańców. Rosną natomiast największe aglomeracje i otaczające je gminy, m.in. okolice Warszawy, Krakowa, Wrocławia, Poznania czy Trójmiasta. PKW sygnalizowała potrzebę korekty już wiele lat temu.

Zawetowana ustawa miała stworzyć mechanizm regularnego dostosowywania liczby mandatów do rzeczywistej liczby mieszkańców. PKW miałaby co roku wyliczać, ilu posłów powinno być wybieranych w każdym z 41 okręgów.

Nie chodzi więc o zwiększenie lub zmniejszenie liczby 460 posłów. Mandaty zostałyby przesunięte między okręgami.

I właśnie tutaj techniczna z pozoru reforma staje się sprawą polityczną.

Demografia nie jest dziś sprzymierzeńcem PiS

Mapa zmian ludnościowych w dużej mierze pokrywa się bowiem z mapą poparcia politycznego.

PiS tradycyjnie osiąga lepsze wyniki w mniejszych miejscowościach, Polsce powiatowej i na terenach wiejskich. KO jest znacznie mocniejsza w największych miastach oraz rozrastających się aglomeracjach.

Jeżeli więc mandat zostaje zabrany wyludniającemu się okręgowi i przeniesiony do szybko rosnących okolic dużego miasta, może to zmienić warunki rywalizacji partyjnej. Onet, analizując konsekwencje prezydenckiego weta, pisze wprost, że zawetowany mechanizm był niekorzystny dla PiS, a pozostawienie obecnego podziału jest dla prawicy korzystniejsze.

Nie oznacza to oczywiście, że każdy przesunięty mandat automatycznie trafiłby do KO, ani że każda korekta szkodziłaby PiS. Wynik zależy od rozkładu głosów w konkretnych okręgach. Kierunek zmian demograficznych jest jednak dla partii Jarosława Kaczyńskiego problemem: ludności przybywa przede wszystkim tam, gdzie PiS jest relatywnie słabsze.

Ekspert: argumentacja prezydenta to „kompletne nieporozumienie”

Z argumentami Nawrockiego nie zgadza się prof. Jarosław Flis, politolog i specjalista od systemów wyborczych.

– Argumentacja dotycząca liczby mandatów jest dla mnie kompletnym nieporozumieniem – powiedział „Faktowi”.

Ekspert zwraca uwagę, że PKW nie miałaby dowolnie decydować, komu dać lub odebrać mandat. Komisja dokonywałaby obliczeń na podstawie zasad zapisanych wcześniej w ustawie.

To istotne w kontekście użytego przez Nawrockiego określenia o „kuglowaniu wyborami”. Prezydent przedstawia reformę jako niebezpieczne majstrowanie przy regułach tuż przed głosowaniem. Krytycy jego decyzji widzą sytuację odwrotnie: obecny podział coraz słabiej odpowiada temu, gdzie rzeczywiście mieszkają wyborcy.

Weto zamraża obecny układ

Spór nie dotyczy więc tylko procedury wyborczej. W tle jest walka o realne mandaty w następnym Sejmie.

Weto Nawrockiego oznacza, że mechanizm automatycznego dostosowywania liczby mandatów do zmian ludnościowych nie wejdzie w życie w uchwalonym kształcie. Ustawa wraca do Sejmu, ale do odrzucenia prezydenckiego weta potrzeba większości trzech piątych głosów przy obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. Obecna koalicja nie ma takiej większości bez głosów opozycji.

Dlatego słowa Nawrockiego o „kuglowaniu wyborami” trudno oddzielić od politycznej stawki jego decyzji. Prezydent przedstawia weto jako obronę stabilności prawa wyborczego. Jednocześnie jego decyzja utrzymuje rozwiązanie korzystniejsze dla PiS i prawicy niż demograficzne przeliczenie mandatów.

I właśnie dlatego spośród trzech wet ogłoszonych jednego dnia to dotyczące Kodeksu wyborczego może mieć najdłuższy polityczny cień – aż do wyborów parlamentarnych w 2027 roku.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama

Temperatura: 15°C Miasto: Kalisz

Ciśnienie: 1025 hPa
Wiatr: 12 km/h

Reklama
Reklama
Reklama